Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [24]  PRZYJAC. [2]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
mciomn
Pamiętnik internetowy
opowieści subiektywne

Wiesław Nowosad
Urodzony: 1969-12-09
Miejsce zamieszkania: Toruń
8 / 37


2008-07-12

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Sobota 12.07 - Kijów (czytano: 469 razy)



Sobota, godz. 6.50

Słońce zbudziło mnie o godz. 5 (4 czasu polskiego), rany zdaje się będzie skwar. Przewróciłem się na drugi bok próbując spać dalej. Nie bardzo się dało. Przemęczyłem się jeszcze do 6.20 i już wiedziałem, że nie zasnę i czas iść biegać…
Wstałem. Mycie zębów, pół bananka na żołądek, dwie szklanki wody by się nie odwodnić, krótka gimnastyka z lekkim rozciąganiem… już się spociłem. Nu ładna..
Plan na dzisiaj – modyfikacja trasy poprzedniej. Most Patona, wzgórze z Matką Ojczyzną i dalej do Ławry Kijowsko-Peczerskiej. Kółeczko i powrót.
Wybiegając z hotelu była godz. 6.50. Powietrze stało. Ani grama wiatru, ani jednej chmurki. Ranek, a już masakra. Znajomy Most Patona (moja strona ma jednak 3 pasy ruchu, ta druga 4). Widoki wspaniałe, ale Dniepr jak tafla lustra. Nawet tu nie wiało. No i zakwitł. Jacek „kark” opowiadał, że Dniepr kwitnie kilka razy, to znaczy robią się na nim zielone kożuchy czegoś tam i jest ogólny zakaz kąpieli. Rzeczywiście nikt się nie kąpał, ale kto o zdrowych zmysłach by to robił o godz. 7 rano. Na rzece jakby mniej łupinek z wędkarzami.
Trasa już znana więc już bez takich emocji jak za pierwszym razem. Zaraz za mostem przejście podziemne potem podbieg na wzgórze z posągiem. Na samą górę nie wbiegłem. Tuż przed końcowymi schodami skręciłem w prawo kierując się w stronę Ławry. W sumie niepotrzebnie bo rzeczywiście mogłem wbiec na samo wzgórze, a stamtąd prowadziła już płaska ścieżka w stronę kompleksu Ławry. Mądry Polak po szkodzie. Zanim nabyłem tę cenną informację zaliczyłem kilka razy więcej schodów i nadrobiłem ze 200 metrów. Ale przecież jestem biegaczem więc wszystko dla zdrowia. Co nie zabije…
Przebiegłem przez bramę i okazało się, że wbiegłem na ulicę. Ławra była za wielkim murem, więc trzeba było tylko znaleźć odpowiednią bramę. Na ulicy już!! rozstawiali się straganiarze i otwierały sklepiki z pamiątkami. Coraz więcej babć w chustkach więc droga chyba dobra. Pierwsza brama - niestety muzeum Iwana jakiegoś; druga - wejście do jakiejś cerkwi, ale nie Ławra. Nagle kolejna dziura w murze. Duża. Budka z wartownikiem, szlaban, „śpiący strażnik” na drodze w oddali obiekty sakralne – chyba tu. Skręcam więc w stronę szlabanu, a tu z budki wystawia łeb złotozęby wartownik i coś gulgocze. Podbiegłem. Mówił coś, że to miejsce święte (zgoda) i w takim stroju mnie nie wpuszczą (w sumie racja, akurat na tyłku miałem seksownie wycięte spodenki startowe i widać było niemalże tyle co u Dody na koncercie z tą tylko różnicą, że ta nie miała tak finezyjnie powykręcanych i poplątanych włosków na nogach jak ja). A na koniec stwierdził że to „nie prazdnik” (nie święto). A co ma prazdnik do wiatraka. Czyżby wtedy można wchodzić do Ławry topless?? Dziewczęta, spróbujcie.
Pobiegłem dalej, minąłem jeszcze 2 czy 3 bramy ale już nie próbowałem wchodzić. Strasznie duży to kompleks. Nagle się skończył i zaczął się park. Dobra, czas chyba wracać… Wbiegłem w park by znaleźć jakąś ścieżkę schodzącą na dół w stronę Dniepru by wykonać ładne kółeczko i wrócić Patonem do hotelu. Dobiegłem do pomnika w kształcie wielkiego członka (zdaje się Obelisk Sławy Nieznanego Żołnierza i schodkami w dół, niestety tylko do połowy wzgórza. Dalej ścieżka rozchodziła się w obie strony: w lewo ładnie wybrukowana, widać że zadbana ale stał tam potężny łysol z dużym psem i na prawo, asfaltowa, prowadząca w krzewy, w kierunku Ławry ale od dołu. W końcu i tak miałem wracać, więc zrezygnowałem z ładnej trasy na rzecz ścieżki asfaltowej i puściłem się truchcikiem w prawo. Ubiegłem jakieś 100 metrów, a tu trasa zaczyna zakręcać, co raz podbiegi i zbiegi, czasami nawet dość męczące. Cholera, aż takiej siłówki na dziś nie planowałem, a poza tym zaczęło już naprawdę porządnie grzać. Po drodze minąłem dwie biegnące osoby, starsze. Odpowiedzieli na machnięcie ręką. Na jednym z zakrętów siedziało trzech mężczyzn na ściętych pniach drzewa i od rana raczyli się wódką grając przy okazji chyba w tryk-traka. Trasa widać znana tubylczym miłośnikom dreptania. Jeśli tu trenują do biegów, to mają miejsce naprawdę świetne. Nawet w upał ocienionie drzewami z dwóch stron. Samochody dopiero jakieś 20 metrów poniżej. No dobrze, ale ja właśnie musiałem te 20 metrów niżej zbiec, a za bardzo nie widziałem miejsca, którędy. Postanowiłem dobiec do końca, może tam było jakieś zejście. Niestety. Na końcu były jakieś roboty i nawet gdyby coś było, to musiałbym zawrócić. Znowu zbiegi, podbiegi, trzech pijaczków, jeszcze jeden biegacz, drugi i już ładniejsza część trasy i nareszcie schody w dół na szosę wzdłuż Dniepru. Zerknąłem przez drzewa. Rany, byłem niemal dokładnie na wysokości mostu czerwonej linii metra, czyli tam, gdzie pierwotnie chciałem biec, ale zrezygnowałem po oględzinach sprzed dwóch dni. Teraz też się nie zdecydowałem. Pobiegłem pustą ulicą mijając po drodze naprawdę ładny pomnik chyba założycieli Kijowa.
Most Patona był jak zbawienie. Mimo wypicia dwóch szklanek wody przed wybiegnięciem znów czułem lekkie odwodnienie, no i byłem już głody. Bieg przez most był jak katorga. Patelnia, słońce, zero chmurek, zero wiatru. Teraz dopiero zorientowałem się, że most nie jest płaski, ale na 2/3 długości w kierunku lewego brzegu (czyli tam gdzie właśnie biegłem) pnie się lekko pod górę. Zmęczyłem i ten kawałek trasy, klimatyzowany hall hotelu był jak zbawienie
Czas biegu 1h,25 min.


Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicy

Dodaj komentarz do wpisu







 Ostatnio zalogowani
alex
10:57
sl0910
10:51
JACEK W.
10:42
malkon99
10:32
piotrhierowski
10:09
michu77
10:02
platat
09:48
Admin
09:41
kacu71
09:38
FEMINA
09:35
Wojciech
09:27
placekjacek
09:03
Raffaello conti
09:03
kostekmar
09:02
maste
08:49
StaryCop
08:46
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |