2008-07-09
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Kijów (czytano: 480 razy)

Jestem już na miejscu od wczoraj i mam za sobą poranny pierwszy bieg, ale najpierw o podróży.
Przedwczoraj Warszawa, pociąg relacji Wa-wa Centr.-Kiev Pass, godz. 21.15
Trzyosobowe kuszetki, komplet. Trafił mi się Polak chyba z Bydgoszczy, który od 6 lat pracuje na Ukrainie (postury żylastego "karka", ale jak się później okazało całkiem sympatyczny no i gadatliwy) oraz nieco później mruk i milczek z Dęblina, który wysiadł wcześniej gdzieś na zapadłej wsi ukraińskiej.
Znaczna część trasy zeszła na pogaduszkach, gdzie ja raczej byłem słuchaczem, a mój towarzysz "kark" Jacek oratorem.., resztę przespaliśmy. Słodki sen przerwany został tylko raz przez dowcipnych (albo mało dowcipnych) ukraińskich celników, gdy po oddaniu paszportów dość brutalnie zaatakowali mój przymulony snem umysł słodkim "Pokażi pysk"..
Z racji tego, że Jacek mieszkał długo w okolicach Kijowa niemal bez przerwy dawał mi dobre rady, co do miasta. Jak się mogłem spodziewać, niektóre nawet bardzo życiowe. Przede wszystkim wyprostował moje mniemanie o mieście, które nabyłem drogą internetu, o tym, że miasto jest owszem wielkie, ale prawie bez samochodów. I wielkie, i z wielkimi samochodami. Kijowianie (?) lubują się w wielkich, nowych samochodach, tak terenowych jak i vanach. Poza tym opowiadał o ciekawych miejscach, z których już niektóre zdołałem zaliczyć...
Tak z niewielkim opóźnieniem (15.10) dojechaliśmy do wielkiego miasta Kijowa, gdzie Jacek podprowadził mnie jeszcze na taksówki. Po wstępnym targu z taryfiarzem (targować trzeba się wg Jacka zawsze, wtedy nie włączy licznika i będzie jechał najkrótszą możliwą trasą) zajechałem do swojego hotelu na lewym brzegu Dniepru "Slavuticz".
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu |