2008-04-19
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Góra w pi±tek, forty w sobotę (czytano: 123 razy)

Umarł mój wujek w Gliwicach, brat ojca, nagle. Wyjazd na pogrzeb trochę wyrwał mnie z cyklu treningowego. Teraz nadrabiam.
Do¶ć konkretny był wieczorny wypad z Szar± na Górę Moczydłowsk± w pi±tek. 10 żwirowych pętelek, 12 podbiegów na szczyt, czas ł±czny (z postojami przy siłowni na rozgrzewkę, rozci±ganie i siłę) 2:16, deniwelacja około 500 m, dystans około 20 km. Jeża spotkali¶my na żwirówce dokładnie tam, gdzie we wtorek. Najeżona kolcami jajowata kulka, nieruchoma, całkiem spora, ze 20 cm długo¶ci. Ciemno było, więc łatwo go było rozdeptać. Tym razem nie spychałem go z ruchliwej ¶cieżki, bo chyba to silniejsze od niego żeby być nieruchomym. Szara go nawet nie zauważyła. Na kolejnym okr±żeniu już go nie było.
Wiedziałem z prognozy ICM że w weekend będzie lało jak cholera z wyj±tkiem soboty rano. Miałem zamiar pojechać rano do roboty, ale go zmieniłem i pobiegłem z Szar± do Lasku na Kole i na forty. Na robotę zostało popołudnie. Czas ł±czny 1:36, około 15 km biegu, deniwelacji ze 150 m w formie 10 podbiegów po schodach z podkładów kolejowych na wysoki fort w centrum kompleksu. Zbiegi też po schodach. Wczorajszy do¶ć solidny trening podbiegowy, a może maraton sprzed tygodnia, a może pogoda, a może wszystko razem jako¶ najrado¶niejszym tego treningu nie uczyniły. Na jutro w planach łosiowanie, ale leje jak z cebra i jeszcze nie wiem...
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |