Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA   GALERIA   PRZYJAC. [26]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
Hung
Pamiętnik internetowy
Co w butach piszczy.

Marek Piotrowski
Urodzony: 1961-06-12
Miejsce zamieszkania: Wrocław
115 / 151


2016-09-07

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Pontony (czytano: 384 razy)

 

Wizyta moich szkodników przesiąknięta była różnymi wycieczkami. Nie tak, jak w zeszłym roku, kiedy pobyt córki wiązał się z niemal ciągłym uprawianiem sportu. Jedną z atrakcji tegorocznych wakacji był spływ pontonem w Bardzie.
Kilkanaście lat wcześniej wybrałem się z synem na podobną wycieczkę naszym pontonem, kupionym jeszcze wcześniej od Rosjanina na targowisku. Łódź się sprawdziła a my byliśmy zadowoleni, zaś córka z koleżanką miały atrakcję jechania z mamą po nas kilkanaście kilometrów w dół rzeki.
Doświadczony tym rejsem, nie spodziewałem się że coś mnie teraz zaskoczy. Myliłem się, trzy godziny spływu minęło bardzo fajnie, a ja byłem mile zaskoczony.
Dostaliśmy kapoki, pagaje i obszerne pontony. Krótki instruktarz informował nas: jak macha się wiosłem, którą wyspę mija się z lewej lub z prawej strony, jak trzeba przepłynąć pod mostem, i.t.p.
Zaraz na początku wszystko nam się poplątało ale przeszkody pokonaliśmy dobrze. Załóg było kilkanaście. Choć rzeka nie obfitowała w nadmiar wody, to zabawy było co niemiara. Doświadczenie pontonowe tylko ja miałem, więc kierowanie odbywało się tak, jakby w samochodzie każdy kręcił swoją kierownicą. Płynęliśmy przodem, tyłem, robiąc bączki, kłócąc się jak rodzina Griswoldów na wakacjach, ściągaliśmy swój ponton i inne załogi z mielizny (kamieni) wyskakując z łajby, obserwowaliśmy ryby i kaczki oraz krowy na wyspie, a córka nawet pływała żabką.
Gdy dopłynęliśmy do celu, to obsługa chwyciła się ze zdziwienia za głowę widząc ile wody musiała wylać z naszej łodzi. Wtedy zrozumiałem, dlaczego tak ciężko było nam przenieść łajbę brzegiem, gdy omijaliśmy wodospad.
Bilety na tę imprezę były po trzydzieścikilka złotych ale ja miałem darmowy talon na dwie osoby, który dostałem podczas ubiegłorocznej I Bardzkiej Piąteczki.
W tym roku dowiedziałem się o II Bardzkiej Piąteczce tydzień przed imprezą, i chodź nie mieliśmy z żoną pewności do kiedy będą nasi nowi goście (kuzynostwo), to żona zdecydowała za mnie:
- Trzeba szybko zapłacić wpisowe.
W tym roku do wyboru były trzy dystanse: 5, 10, 15 km. Ponieważ w tytule jest „piąteczka”, to ja wybrałem właśnie ten kilometraż. Poza tym, planowaliśmy jeszcze trochę pokijkować i zrobić zakupy w Kłodzku.
Gdy powiedziałem żonie, że losowania upominków nie będzie, i że nie musimy się spieszyć z kijkami, to moja połowica była zawiedziona, że nie dostanę talonu na pontony. Wtedy zrozumiałem dlaczego tak szybko chciała zapłacić za bieg.
- Ale w zeszłym roku talon dostałem w pakiecie startowym – pocieszyłem.
- Acha – odpowiedziała zadowolona.
Tak też było, tylko że talon był tym razem na jedną osobę. Jednak zanim przebrałem się po biegu, to żona już trzymała w dłoni drugi talon. „Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle”. Jak przyjedzie druga część szkodników, to my znowu popłyniemy za darmo.
Przed startem dwa razy zaliczyłem kibelek w hotelu, przy którym impreza się odbywała. Pech chciał, że – ślepy – pomyliłem drzwi i odwiedziłem wersję żeńską. Całe szczęście, że za trzecim razem, gdy się przebierałem po biegu, to już tam, gdzie trzeba (wreszcie się skapowałem). Karę jednak otrzymałem. Kilkaset metrów przed metą wyprzedził mnie facet, którego ścignąłem dwieście metrów potem, co zostało skomentowane tak:
- Jaka piękna walka na ostatnich metrach! Pani zajmie trzecie miejsce w kategorii kobiet!
Pani!? To chyba przez mój buff. Wprawdzie spiker - gdy się zorientował - mnie przeprosił, ale kibice mieli radochę. Cóż, śmiech, to zdrowie.
Czwarte miejsce w kategorii (M – żeby nie było wątpliwości) pozwoliło nam na szybki wymarsz z kijkami szlakiem kapliczek sprzed stu lat. Ponieważ chciałem sobie cyknąć zdjęcie przy każdej, co spowodowałoby straszne przestoje, więc powiedziałem żonie, że robimy szybkie interwały z odpoczynkiem na fotkę. Zazwyczaj nasze marsze są powolne, więc teraz było urozmaicenie, ale za to zdjęcia okazały się nieco zamazane od drżącej ręki.
Trasa nie była długa ale sam bieg i ponadtygodniowe goszczenie rodziny dało mi się we znaki, więc nie namawiałem żony na drugą trasę, szlakiem drogi krzyżowej, dawnego fortu i zamku.
Zostawię ją na przyszły rok, bo przecież trzeba tu wrócić i zdobyć nowe talony na spływ pontonowy.

Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicy

Dodaj komentarz do wpisu


paulo (2016-09-08,08:15): Mareczku, mam nadzieję, że po tych wydarzeniach nie będziesz kojarzony z Transwestytą :) A tak poważniej to fajną przygodę przeżyłeś :)
Hung (2016-09-08,08:48): Już się z tego otrzepałem ale muszę się bardziej ogarnąć. Wycieczka była fajna ale radość córki spowodowała, że spływ okazał się podwójnie przyjemny.
Mahor (2016-09-08,21:20): Całe szczęście że ten spływ zgodny z nazwą czyli z prądem...:-)
Hung (2016-09-08,21:33): Chociaż to górska rzeka, to górale u nas tylko napływowi, więc i prąd ... w herbacie mało znany.
Varia (2016-09-08,22:09): Spływy są fajne :)
Hung (2016-09-08,23:14): Cha, cha, domyślam się skąd to wiesz.







 Ostatnio zalogowani
StaryCop
08:46
Admin
08:41
mariuszkurlej1968@gmail.c
07:35
jaro109
07:10
Leno
06:44
bolo_biega
06:40
vipsektor
00:48
Nicpoń
23:41
Lektor443
22:50
Daro091165
22:12
lisu
22:10
Ciastkos
22:06
mario1977
21:55
lachu
21:48
pyrek
21:46
jantor
21:43
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |