2016-06-16
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Güstrow 5, 10 20 km czyli u przyjaciół Niemców 11.06.2016 (czytano: 851 razy)

Jedziemy w czwórkę jako oficjalna delegacja biegowa do partnerskiego miasta Gryfic. Przyłączyłem się chętnie do grupy w celach etnograficznych – chciałem zobaczyć tzw. zwykły bieg u naszych sąsiadów zza Odry. Na dzień dobry Łukasz obdarował nas koszulkami piłkarskimi :)adidasa z herbem i napisem naszego miasta. Przybywamy w piątek wieczorem i tam zastajemy już drugą grupę biegaczy raczej rekreacyjnych z Gryfic. Zwiedzamy urokliwe, zadbane ok. 30 tys. miasto – renesansowy pałac, katedra, ratusz, odnowione kamienice. Wszędzie po niemiecku czysto i zadbanie. Bieg następnego dnia o godz. 10:00 przy aquaparku za miastem. Łukasz startuje ambitnie na 20 km, ja z Piotrkiem na 10 km, a Dorota na 5 km. Wpisowe 10 euro. Biuro zawodów sprawnie wydaje numerki, agrafki i okolicznościowy worek „z niczym”- żelki, plasterki, mały pluszak i makulatura. Nie zauważyłem czy jest depozyt, bo mamy swojego busa Petera. Trasa biegnie częściowo wzdłuż jeziora, potem przez drogę i las. Po 2,5 ; 5 i 10 km nawrót dla poszczególnych dystansów.Ja w patriotycznym uniesieniu w biało-czerwonych barwach narodowych włącznie z flagami na policzkach i flagą narodową w kieszeni.Jest ciepło, ok. 22 st. i słonecznie. Taktycznie staję na starcie z przodu i w jednej chwili wpadam w panikę – nie mam czipa. Rozglądam się po okolicznych butach, sprawdzam numer startowy – stojący obok Niemiec wyjaśnia , że pomiar będzie ręczny. Wszyscy startujemy razem. Mam spore obawy co do mojej formy ponieważ tydzień wcześniej na zawodach w Świdwinie doznałem bolącej kontuzji pachwiny. Na szczęście podczas rozgrzewki wszystko poszło bez bólowo i profilaktycznie łyknąłem tabletkę Paracetamolu. Startujemy odurzeni adrenaliną nie bardzo wiedząc kto biegnie na jakim dystansie. Pierwszy kilometr dobrze 4 min. i nie boli. Pierwszy punkt z wodą na 4 km, wszędzie policja lub wolontariusze pokazujący oznaczoną co kilometr trasę. Niestety brak kibiców i adrenalinowy potencjał szybko topnieje, a dodatkowo nie ma z kim się ścigać. Przede mną zawodnik ok. 50 m ,a za mną ok. 100 m i oglądając się za siebie nie widzę Piotra, który ma ambicję mnie przegonić. Przed metą ok. 100 m podbieg i ustawieni tutaj nasi kibice wraz z kończącymi już wcześniej biegaczami – nasi jedyni dopingowicze. Niesiony ich wrzaskiem wpadam na metę wymachując flagą nad głową. Niestety na mecie brak medali. Na razie mam tylko pamiątkowy worek.Za metą ok. 8 osobowa grupa licealistów z Tucholi będących tu na wymianie w Lubece – startowali na 5 km i kilkoro z nich znajdzie się na podium wraz z wypożyczoną przeze mnie flagą. Piotrek wpada za mną 80 s. i po wizycie w wodopoju dołączamy do naszej dopingującej grupy przed metą. Wrzeszczymy do każdego zawodnika pojawiającego się na horyzoncie ( w Polsce zwykle tego nie robię spiesząc się pod prysznic i do jadła). Tutaj wyżywam się jako kibic prawie do ostatniego zawodnika. Kolejno na metę wpadają nasi rodacy, na końcu Łukasz na 17 pozycji, ale miał najszybszych rywali, bo jego dystans był najbardziej prestiżowy. Potem kiełbaski piwo i ciasto. Długo czekamy na wyniki. Wreszcie wywiesili. Odnalazłem się na 12 m-cu i pierwszy w kategorii M 50, Piotrek też na podium na 3 m-cu, Łukasz drugi w M30. Nie będzie wstydu przed burmistrzem.Dekoracje na 5 km jak w Polsce na podium. Na 10 i 20 km zaskoczenie. Kolejno wyczytują wszystkich zawodników z poszczególnych kategorii, którzy zajęli 3,2 i 1 miejsca wręczając dyplomy i róże. Po dekoracjach samozwańczo stajemy na podium zgodnie z zajętymi miejscami w kategoriach ( foto obok). Ten szaliczek na mojej szyi to gadżet na euro z napisem Deutschland dorzucony gratis przez prezesa tutejszego klubu biegowego (chyba w czwartek będę musiał kibicować Niemcom :) ). Wieczorem grill u zaprzyjaźnionej pary polsko-niemieckiej ( niech żyje związek miast ) oraz oglądanie euro na 2 laptopach. W trakcie imprezy , kiedy zjedliśmy wszystko z grilla, gospodarz własnoręcznie wyczyścił całe urządzenie i schował do garażu. Również na zakończenie imprezy po ciemku pozbierano wszystkie naczynia oraz poskładano krzesła i stoły - ordnung muss sein. U nas grill pewnie gnił by do następnej imprezy, a naczynia pozbierano by następnego dnia w południe.
Myślę, że wrócimy tu za rok. Bieganie tutaj było dla nas bardzo owocne. Szczególne podziękowania dla Magdy i Petera za gościnność i troskę.
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu Jarek42 (2016-06-17,16:04): Forma jest, ale widząc po sobie - lata robią swoje.
|