2014-04-01
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Niecni biegacze... ;) (czytano: 615 razy)

01.04. Wracając dziś z uczelni spotkałem masę biegających, truchtających, robiących interwały itp. I jeden wielki żal i smutek. Nie przez to, że biegają – to fajnie – a przez to, że ja nie mogę biegać od ponad tygodnia...
Po wietrznej Maniackiej i ulewnym BnO na Morasku miałem luźniejszy okres, który skończyłem dwoma weekendowymi biegami na 10km. Na pierwszym postanowiłem sobie porobić przebieżki, w miarę możliwości, i chyba możliwości były niezłe, bo zrobiłem najlepszy treningowy czas na tym dystansie. Drugi bieg był spokojny, dołożyłem do tego uważne czuwanie nad pracą rąk i barków (muszę w końcu coś zrobić ze swą techniką biegu, bym się nie musiał wstydzić oglądając zdjęcia z zawodów ;)...). A jednak, o dziwo, jeden z lepszych treningowych czasów. Cóż, forma chyba niezła! Była...
Następnego dnia zacząłem czuć lekkie drapanie w gardle. Źle to wróżyło przed planowanym sprawdzianem na 20km, ostatnią i generalną próbą przed półmaratonem w Poznaniu. Nie udało się zapobiec infekcji – co prawda dokuczało jedynie gardło, ale jednak, biegać nie można było... Stan się przedłużał, lekarz przepisał parę leków, teraz jest lepiej, ale – przerwa w bieganiu trwa od dziesięciu dni. Trochę dużo, zwłaszcza że za pięć dni półmaraton...
Podobnie było przed Szamotułami – przeziębiłem się na około dwa tygodnie przed biegiem. Wtedy było gorzej, i leczenie było poważniejsze, więc łącznie przez tamte dwa tygodnie nie przebiegłem chyba nawet 20km, a do tego w przeddzień półmaratonu zrobiłem szybkie 5km na finale GP Powiatu Nowotomyskiego. W efekcie po 14km skończyłem bieg i zacząłem marszobieg. To nie było fajne...
Teraz planuję nie popełnić tego błędu. Może zrobię inny? Okaże się... Na jutro w planie 12km po Poznaniu – dzięki mnogości przejść ze światłami pewnie nie będzie to bieg ciągły, więc akurat na powrót po takiej przerwie. W czwartek 4km z przebieżkami na podbiegach i zbiegach, które tak polubiłem w ostatnim czasie. I w końcu w piątek bardzo luźne 6-10km. Sobota na pełną regenerację, o ile uda mi się wypocząć porządnie w pracy. Da to łączny przebieg ok. 20-25km, bez zbytniego gonienia tempa, na luzie.
Zależnie od tego, jak pójdą te biegi, podejmę decyzję co do tempa na niedzielę. Planem minimum będzie zmieszczenie się w 2h, to na pewno, chyba że faktycznie będzie źle. Według ostatnich wyników z zawodów i z treningów mogłem liczyć na wyraźne zejście poniżej 1:50, może nawet życiówkę, ale po tej przerwie... Byle przebiec całość – wtedy będę zadowolony.
A tymczasem, tzn. do dziś – cóż, widząc byle biegacza robiłem się smutny, zawiedziony, i rozczarowany. Że też tacy biegacze sobie beztrosko biegają, nie myśląc o tym, że swym zachowaniem mogą drażnić chorych/kontuzjowanych biegaczy na głodzie. Tacy niecni ci czynni biegacze ;)...
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu Mahor (2014-04-01,21:52): A może Twój organizm broni się przed wysiłkiem? :-))) insetto (2014-04-01,21:58): Mahor - o tym nie pomyślałem, ale oby nie! Bo jeśli tak faktycznie jest, to co on wymyśli we wrześniu przed debiutem maratońskim?... ;)
Pozdrawiam! :)
|