2013-02-20
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Kiepska końcówka pięknego sezonu (czytano: 253 razy)

Sezon zmierzał ku końcowi. Wielu z biegaczy po maratonie decyduje się na zasłużone i potrzebne roztrenowanie, ale niektórzy uparcie chcą jeszcze gdzieś postartować przed zimą. Po Poznaniu moja współpraca z trenerem Jackiem Chmielem po wielu nieporozumieniach i niedomówieniach dobiegła końca. Niestety obydwaj mamy za bardzo upartą naturę by wyjaśnić sobie pewne rzeczy... Regeneracja następowała znacznie szybciej niż po łódzkim debiucie. Po prostu byłem dużo lepiej przygotowany.
Po 2 tygodniach pobiegłem w zimowej scenerii w krosowym Półmaratonie Szakala, gdzie pechowo przegrałem trzecie miejsce, jednak porażkę osłodziła mi wygrana w klasyfikacji Bałuciarz (dzielnica Łodzi) i nagroda w postaci niezłych butów krosowych.
I może po tej połówce należało już spasować, ale zamarzyła mi się jeszcze lepsza życiówka na 10km. Wybór padł na Bieg Niepodległości w Warszawie. Obóz już dawno temu "puścił", a moje treningi tuż przed dyszką były chyba nazbyt optymistyczne.
Udało się wbić na start od czoła i ustawiłem się w 2 rzędzie
1km wg znaków orgów - 3:38, jak to? nie wierzę...no nic, przyspieszam..
i przyspieszyłem, dziękuję - pozamiatane :(
zostawiłem z tyłu na moment Ciołkową, ale tylko na moment... jeszcze przed wiaduktem mnie wszyscy zaczęli mijać
2,5km - 8:38 [3:27/km] ---> czas na 34:30
5km - 17:33 [3:30/km] ---> czas na 35:00, jeszcze tutaj chciałem powalczyć chociaż o życiówkę, ale kolejny km mnie już zabił na amen
7,5km - 26:38 [3:33/km] ---> czas na 35:30 i puściłem całkowicie... nawet ostro mnie korciło żeby przejść do marszu, ale byłby do precedens...
10km - 35:47 [3:35/km] i wielka porażka.
Po tym biegu postanowiłem jak najszybciej nabyć Garmina z GPS i wybrałem model 305. Zacząłem rozmyślać nad przyczyną względnie słabej życiówki na 10km (na pewno nieadekwatnej do wyniku w maratonie). I wymyśliłem sobie, że ciężko przy treningu stricte M, rozwijać jednocześnie wydolność potrzebną do dyszek - wydolność, nie szybkość... A wydolność najlepiej rozwijają interwały, czyli to czego ewidentnie brakowało mi w tym sezonie. Postanowiłem że zimę poświęcę pod trening do dyszek i dopiero jak wiosenne starty "odmulą" mnie po treningu maratońskim, to poprzez rozsądny trening do HM dojdę do treningu M, tak aby zrobić kolejny mały krok do wymarzonego dwa trzydzieści...
Czas na roztrenowanie...
---
foto: Półmaraton Szakala po Lesie Łagiewnickim (Łódź)
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu |