2013-02-19
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Maraton w Łodzi - 15.04.2012 r. (czytano: 319 razy)

W sobotę wieczorem zasnąłem już przed 22, ale o północy obudził mnie ból głowy. Byłem załamany, płakać mi się chciało.. Przez godzinę wierciłem się w łóżku łudząc się, że może uda się zasnąć bez prochów. Niestety w ruch poszły mocne tablety musujące, bo zwykłe słabe na mnie już nie działają. Jakoś odpłynąłem przed 2 i budzik postawił mnie na nogi 5.30 - 5,5 godziny snu. Nie jest źle. Ból ustąpił, byłem tylko lekko otumaniony, jak po 1 piwku.. Zdecydowałem się pobiec na krótko, ale zadbałem jednocześnie o rękawiczki, opaskę na głowę i rękawki kupione dzień wcześniej - zaryzykowałem zawody z nietestowanym gadżetem, dobrze na tym wyszedłem. Nie traciłem energii na dogrzanie organizmu.
Planu wynikowego nie chciałem zdradzać publicznie, coby nie zapeszyć. Chciałem polecieć na 2:45 (tempo 3:55/km). Zacząłem jednak bardzo ostrożnie, aż jak nie ja. Biegło się świetnie, organizm się dogrzał i już na 7km stworzyliśmy 3-osobową grupkę. Bardzo sprawnie współpracowaliśmy przy porywistym momentami wietrze. Pierwszy kryzys dopadł mnie na 12km (lekka kolka i paniczny strach żeby się nie rozwinęła...) Dopiero jak wróciliśmy na Mickiewicza (ok 17km) wszystko wróciło do normy. Dobrze że chłopaki nie rwali tempa i mogłem się z nimi utrzymać. Wbiegając na Piotrkowską poczułem niesamowitego kopa energetycznego po zażytym chwilę wcześniej żelu :), ale tandem mnie hamował - może i słusznie... Czas na połówce 1:23, także raptem tylko pół minuty straty. Podjąłem męską decyzję o podkręceniu tempa i odłączeniu się od chłopaków. Dwudziesty czwarty kilometr w 3:44 nie zrobił na mnie większego wrażenia. Było naprawdę super. Wypatrywałem na horyzoncie samotnych biegaczy i obierałem ich sobie za cel. Jeden za drugim :) Dominikę Stawczyk dojrzałem przed 30km, a udało mi się do niej dojść na 34km. Nie sądziłem że od razu polecę do przodu, ale czułem straszne parcie na metę. I nadszedł 35 kilometr, który łyknąłem w 3:39, co okazało się chyba moim najpoważniejszym błędem tamtego dnia. Pojawiły się pierwsze ostre skurcze łydek. Saszetka Mg-K nic nie pomogła. Zacząłem biec z pięty, bo tylko tak mogłem utrzymać sensowne tempo.. Za nawrotką na Maratońskiej dostałem centralny mordewind. Tempo siadało, było coraz gorzej.. Czterdziesty kilometr w 4:16, a kolejny w 4:30 ... Zacząłem się oglądać i ujrzawszy za plecami świeżość goniącego mnie biegacza wykrzesałem resztki energii i 42kilometr łyknąłem w 4:04 nie dając się ostatecznie wyprzedzić. Radość była olbrzymia. Banan długo nie schodził mi z twarzy. Kolejny maraton w Poznaniu!
5km - 19:49
10km - 39:24 (19:35 )
15km - 59:04 (19:40)
20km - 1:18:57 (19:53)
HM ~1:23:05
25km - 1:38:00 (19:03)
30km - 1:57:36 (19:36)
35km - 2:16:45 (19:09)
40km - 2:36:46 (20:01)
42,195km - 2:45:58
miejsce 22/1011
12 Polak, 1 Łodzianin, 7m w kat. M30
---
foto: trzech muszkieterów, od 7 do 20km kolarskie zmiany; w komplecie zameldowaliśmy się na podium w Mistrzostwach Łodzi w Maratonie.
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu |