Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [100]  PRZYJAC. [99]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
Mijagi
Pamiętnik internetowy
Z pamiętnika "młodego" biegacza

Wojciech Krajewski
Urodzony: 1974-02-15
Miejsce zamieszkania: Piła
392 / 427


2013-01-12

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
O tym, jak to cztery łapy psa pokazały mi, jak się biega ... (czytano: 430 razy)

 

Jechać, nie jechać? Jednak jechać ! Chrustowo niedaleko, dystans niewielki, towarzystwo dobre jedzie, więc w końcu zdecydowałem się na udział w VI Chrustowskim Biegu Zimowym. W nocy zacz±ł padać ¶nieg. Niby nic dziwnego, bo jak jest zima, to powinien padać ¶nieg, ale po ostatniej wiosennej aurze, to było to pewne novum. A jak ¶nieg, to … dobrze, bardzo dobrze. Lubię biegać w tak± pogodę.
Do podobornickiego Chrustowa ruszyli¶my spor± gromadk±. Chcieli¶my dobrze rozpocz±ć sezon i tyle. No, może nie wszyscy, niektórzy chcieli zawalczyć, choćby Darek czy Piotrek. W biurze zawodów poszło szybko i przyjemnie. Mieli¶my jeszcze sporo czasu, więc trochę … ponudzili¶my się. W międzyczasie zaczęli się zjeżdżać kolejni zawodnicy. Coraz więcej i więcej. Organizatorzy byli chyba mile zaskoczeni t± „klęsk± urodzaju”. Przygotowali się jednak na najazd tak dużej ilo¶ci ludzi pozytywnie zakręconych. Były u¶miechy miłych Pan w depozycie i ciepła herbatka, która miło rozgrzewała człowieka. W końcu koniec obijania się i trzeba było przygotować się do startu. Szybki skok w ciuszki, buty na nogi, czapka na głowę i … a jeszcze sobie w cieple posiedzę, jeszcze pół godziny. Jurek, który także zjawił się w Chrustowie, chyba podobnie my¶lał, bo obaj sobie jeszcze przez chwilkę celebrowali¶my moment wyj¶cia na małe truchtanie, nazwijmy to truchtanie rozgrzewk±. Kilkaset metrów w tę i z powrotem, trochę wymachów, skłonów i już. Nie zamierzałem „zarzynać się”, bo i po co. Z tego też powodu nie stawałem w pierwszym rzędzie ze ¶cigaczami, a nawet drugim czy trzecim. Ulokowałem się gdzie¶ tam w ¶rodku stawki obok Ga¶nicy, który stwierdził, że ot tak lekko sobie pobiegnie, jakie¶ 4:30/km. W końcu ruszyli¶my i zaczęła się zabawa. Kolejne kilometry równiutkim tempem. W dół i w górę. Biegło się dobrze, nawet lepiej niż dobrze. Wydawało mi się, że biegnę szybko, ale moje wysokie mniemanie o sobie szybko zweryfikował … mały czarny kundelek. Taki mały kurdupelek najpierw z merdaj±cym ogonem min±ł mnie bez żadnego wysiłku, potem przystan±ł koło drzewa i zaznaczył, że on tu rz±dzi i znowu pogonił do przodu. I tak przez prawie cał± trasę. Mnie wydawało się, że w biegnę szybko, w rytmie, spokojnie, a ten czworonożny pędziwiatr kpił sobie ze mnie i przy tym dobrze się bawił. I zapewne by nas wszystkich zostawił, gdyby nie wła¶ciciel, którzy przywoływał go do porz±dku, żeby jaj sobie z nas nie robił. W końcu dobiegłem do mety i to w całkiem dobrej formie i z niezłym czasie. To był dobry bieg. A potem standardowo: co¶ na z±b, szatnia, rozdanie nagród i do domu. Piotrek i Darek zdobyli kolejne skalpy w swojej kategorii wiekowej, a my piękne medale, kolejne pami±tki z nowego miejsca, które dzięki naszej pasji biegowej poznali¶my. Dzisiaj dowiedziałem się, że daleko mi jeszcze do tych czworonożnych biegowych czarodziejów. Ale wcale mnie to nie dziwi, bo co cztery łapy, to nie dwie nogi.
Pocz±tek nowego sezonu za mn±, dobry pocz±tek. Za tydzień Chomiczówka, czyli kolejna fajna impreza biegowa w Warszawie, która da się lubić.


Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora







 Ostatnio zalogowani
wieslaw44
00:57
Andrea
00:45
Darasek
23:37
Jaszczurek
23:02
Inek
22:11
Fred53
21:19
chris_cros
21:17
waldekstepien@wp.pl
21:16
Citos
20:47
maste
20:33
zwojtys
20:07
dawid_str8
19:56
eldorox
19:56
entony52
19:46
Bartu¶
19:39
Wojciech
19:06
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |