2012-10-08
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Kocham Kraków, ale bez wzajemności, niestety. (czytano: 389 razy)

Wczoraj miałam okazję pierwszy raz w moim „biegowym życiu” spróbować sił w biegu górskim w Krakowie. Fajnie brzmi, ale co ma - nomen omen - piernik do wiatraka czyli Kraków do biegów górskich? Otóż przekonałam się własnych nogach. Tak wymagających podbiegów nie spodziewałam się po Krakowie, choć przedsmak pagórkowatych terenów dał mi bieg w Skotnikach.
I tu właśnie dochodzę do sedna mojego stwierdzenia o miłości jednostronnej. Kraków potrafi mnie pogodowo zaskoczyć. Kiedy pomyślę o biegu w Skotnikach od razu przychodzi mi na myśl falujące od upału powietrze i asfalt rozgrzany „do czerwoności”, co niestety nie pomagało podczas biegu. Wczoraj dla odmiany doczekałam się solidnej ulewy podczas Biegu 3-ech Kopców, która mnie jednak nie odstraszyła. Wszystko zrekompensowała przepiękna trasa, zobaczyłam nowe oblicze Krakowa. Wrażenia były niesamowite zwłaszcza podczas biegu leśnymi ścieżkami, wąskimi i śliskimi, kiedy
w uszach dudnił deszcz i własny oddech, a z ust wylatywały obłoczki pary. Do tego finisz w pięknej scenerii z energetycznym głosem prowadzącego, grupami zmokniętych kibiców i oczywiście wolontariuszy. Imprezę oceniam bardzo wysoko i polecam ze względu na wspaniałą atmosferę od początku do końca. Aż strach pomyśleć jaka będzie moja opinia kiedy Kraków wreszcie pokaże całą swoja jesienną urodę podczas biegu w przyszłym roku.
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu |