2007-10-30
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| wyja¶niam... ;] (czytano: 133 razy)

Co bardziej spostrzegawczy czytelnicy po przeczytaniu wczorajszego wpisu pewnie zastanawiaj± się: o co kolesiowi kaman z t± jazd± bez siodełka?
¦pieszę z wyja¶nieniem.
Ano jadę sobie spokojnie w dniu wczorajszym do pracy na rowerku. "Banan" na gębie, bo dzień dobrze rozpoczęty, a i perspektywy na dalsz± jego czę¶ć całkiem miłe. Więc jadę sobie, podziwiam "przyrodę" spaceruj±c± chodnikami, aż tu nagle jak nie trachnie! Jak nie zazgrzyta!!! W sekundzie poczułem brak siodełka pod... dupskiem. Lekka konsternacja, bo jechałem do¶ć ruchliw± ulic±. Bez siodełka zmykam na pobocze i zbieram porozrzucane resztki roweru.
Przez chwilkę mogłem zabawić się w trialowca, bo to chyba oni ¶migaj± na motorach bez siedzeń?
Dobrze, że 200m od miejsca zdarzenia mie¶ci się zaprzyjaĽniony warsztat rowerowy...
Wła¶ciciel zamontował w moim rumaku swoje siodło i dzięki temu wyrobiłem się do pracy.
Koszt nowej sztycy - 60zł. :/
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |