2012-05-20
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Jak rower zastapilam bieganiem... (czytano: 225 razy)

Moja przygoda z bieganiem rozpoczęła sie niewinnie...wła¶ciwie chciałam ponur± jesieni±(koniec pażdziernika 2011r.)zrekompensować sobie brak roweru...zatem muszę wrócić do historii z rowerem...:)od lat moj± pasj± jest rower...co sezon 3-4 tys.kilometrów z przyjaciółmi z Beskidzkiego Towarzystwa Cyklistów...tu Was wszystkich kochani pozdrawiam!!!!:)I naraz kiedy następuje szaruga jesieni...nie mam co ze sob± zrobić.Id±c na noc kiedy¶ do pracy odwalona jak stróż w Boże Ciało pusta drog± ,samotna my¶lę sobie...nikt na mnie nie patrzy zatem podbiegnę...torebeczkę zarzuciłam niepięknie na plecy,płaszczyk podwinęłam i chodu!!!!Po całym sezonie rowerowym naprawdę miałam super kondycję!!!!A tu zdziwko...po trzech kilometrach truchtu ja normalnie nieomalże chcę wyzionac ducha!!!!Co jest???My¶lę sobie...czyżby płuca sie mi wypluły???Nie będę pisać jakiego po tym złapałam doła ale też i obudził się bunt...co ja tyle lat na rowerze i z biegami sobie nie poradzę???tym sposobem zaczęłam codziennie truchtać...tylko truchtać...i zdychać...jak Pluto...powolutku...na razie ino do pracy...(4km) potem juz nawet z pracy...hmmm kto¶ by pomy¶lał...to jak ja wygl±dałam w pracy spocona,rozczochrana itd... a do tego co o mnie my¶leli współpracownicy...Otóż w tym szkopuł,że pracuję w specyficznym miejscu,gdzie nikogo juz nic nie dziwi...(moja praca też kiedy¶ będzie ciekawostk± na blogu...;)Zatem...najsampierw...tak to się zaczęło...
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |