Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [14]  PRZYJAC. [31]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
creas
Pamiętnik internetowy
"Wciąż biegnę i biegnę, dobrze mi z tym... " (TSA)

Krzysztof Wieczorek
Urodzony: 1968-07-02
Miejsce zamieszkania: Katowice
70 / 109


2012-04-03

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Trzy równe kółka (czytano: 204 razy)

 

Plan na Silesia EcoRun był prosty – 15 km w 1:14:59, czyli każdy kilometr prawie równo w 5 minut. To miało mi oczywiście dać nową życiówkę na tym dystansie.
Zaraz po starcie poczułem, że powinno być dobrze. Fajnie, lekko mi się biegło. Podbieg na drugim kilometrze - luzik. W połowie pierwszego pięciokilometrowego okrążenia Garmin pokazywał już średnie tempo 5:00, czyli szybko nadrobiłem stratę ze startu, kiedy to zawsze biegnie się wolniej w tłumie. Aż się zacząłem trochę bać, czy nie przesadzam z tempem.
Pierwsze kółko skończyłem jakieś 10 sekund przed 25 minutą, czyli ponad minutę szybciej niż rok temu. Super! Teraz pozostało tylko utrzymać to tempo do końca. Łatwo powiedzieć... Drugie okrążenie jakoś poszło. Wprawdzie nie tak lekko jak pierwsze, ale średnie tempo cały czas było ok. Problemy zaczęły się na początku trzeciego. Poczułem, że chyba jednak „przestrzeliłem” z tempem. Na podbiegu na 12 kilometrze wydawało mi się, że wpełzam na górkę, a nie wbiegam. Wtedy byłem naprawdę bliski tego, aby zrezygnować z walki o życiówkę i spokojnie dotruchtać sobie do mety. Jak tylko to sobie pomyślałem, to wkurzyłem się na siebie. Nie może tak być! „Tylko k... nie zwalniaj, tylko k... nie próbuj zwalniać” zacząłem powtarzać w głowie :) I poskutkowało! Na kilometr przed metą już wiedziałem, że się udało. Krzyknąłem do Tomka, który robił zdjęcia, że mam życiówke i... zostało mi ostatnie 500 m. Wtedy przyszedł chyba najgorszy kryzys. Nie przypuszczałem, że na tych naprawdę ostatnich metrach może to człowieka dopaść. Skoro życiówka już jest, do mety tylko kawałek, do tego zimno, śnieg, wiatr w twarz, to po co się męczyć? Teraz to już przecież można zwolnić – chodziło mi po głowie... Naprawdę, niewiele brakowało, abym wszystko sobie spieprzył na tych ostatnich metrach. Na szczęście udało się przezwyciężyć tę myśl, ale nie było to łatwe.
Na mecie wyszło 1:14:41 brutto (1:14:22 netto), czyli półtorej minuty lepiej od dotychczasowej życiówki na 15 km, zrobionej rok temu na tej samej trasie. Gdy w domu przegrałem do komputera dane z Garmina, zobaczyłem, jak niemal idealnie równo wyszły mi wszystkie trzy okrążenia. Średnia tempa: 4:57, 4:58 i 4:57. Czyli to wrażenie, że biegnę wolniej na ostatnich kilometrach, było złudne. Po prostu kosztowało to więcej sił, ale tempo trzymałem.
W sumie jestem więc z tego startu bardzo zadowolony. Plan wykonałem, a do tego udało mi się zwalczyć na trasie dwa kryzysy. To zwycięstwo nad sobą może zaprocentować podczas maratonu, który już za równy miesiąc. Czyli ostatni dzwonek, aby coś jeszcze poprawić w przygotowaniach. Wiem, że najbardziej brakuje mi długich wybiegań. Jak zwykle... :( Tej wiosny zrobiłem dopiero jedną trzydziestkę – tydzień temu. Więc teraz, jeszcze przed świętami, koniecznie musi być kolejna. Szkoda, że nie ma w najbliższym czasie czegoś z cyklu „Korona Ziemi” na Muchowcu, albo podobnego biegu. Trzeba będzie samemu po lesie sobie polatać.


Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicy

Dodaj komentarz do wpisu


Katan (2012-04-03,21:38): Gratulacje. Byle tak dalej. I powodzenia na Maratonie. Jak się uda to może na rowerek wtedy wyskoczę aby cię wspomóc napojem lub żelkiem.
creas (2012-04-03,21:51): Dzięki, Tomek! Maja też coś wspominała, że może na rowerze pojedzie podczas maratonu. A ja mam nadzieję, że w końcu te 4h złamię :)
DamianSz (2012-04-03,22:03): Gratki Krzyś. Fajowe to zdjęcie. Pewnie zrobione w momencie jak krzyczysz, że Masz nową życiówkę ? -) ps. a pokonanie tych dwóch kryzysów, w kontekście maratonu, wydaje mi się bardziej wartościowe niż ten dobry wynik.
creas (2012-04-03,22:09): Głowy nie dam, ale jestem prawie pewien, że zdjęcie właśnie wtedy było zrobione. Też sobie pomyślałem, że pokonanie tych chwil słabości dobrze mi zrobi "na głowę" :). Bo to, że kryzysy przyjdą na maratonie, to pewne...







 Ostatnio zalogowani
platat
14:39
gora1509
13:56
chris_cros
13:45
kmajna
13:25
zeton
12:54
Lektor443
12:45
stanlej
12:35
Arseninho89
12:24
rutkowsky team
12:11
batoni
11:42
BOP55
11:37
Waldek
11:34
biegacz54
11:21
piotrhierowski
11:12
Tadek 56
10:32
ozzy
10:16
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |