2012-01-25
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Dzik na zimno (czytano: 214 razy)

W Biegu Dzika w katowickich Panewnikach brałem wcześniej udział dwa razy w lecie. Za każdym razem było tak gorąco, że przebiegnięcie półmaratonu było nie lada wyczynem. Pomimo tego bardzo mi się w panewnickich lasach podobało i zawsze przebiegałem całe 21 km, choć można było poprzestać na jednej, dwóch lub trzech trochę ponad pięciokilometrowych pętlach.
W ostatnią niedzielę miałem okazję popróbować dzika na zimno :). Tym razem pogoda była paskudna. Na leśnych ścieżkach leżał zmieszany z błotem śnieg, a z nieba kapał deszcz (dobrze, że nie od samego początku). Ale, co tam... Jakoś tak mam ostatnio, że bieganie sprawia mi naprawdę dużą frajdę niezależnie od okoliczności. Na początku „dzika” miałem malutkie wątpliwości, czy będzie mi się chciało w takich warunkach zrobić cały półmaraton, ale już pod koniec pierwszego kółka wiedziałem, że na pewno dam radę. Biegło mi się lekko i przyjemnie. Założyłem sobie tempo po 5:40/km, czyli na ok. 2 h na mecie. To oczywiście ze względu na majowy maraton, w którym chciałbym w końcu złamać te 4 godziny. Trzeba się więc przyzwyczajać... No i pomimo tych niesprzyjających warunków pogodowych i tego, że trasa wcale nie była płaska, to tempo wcale nie wydawało mi się jakieś straszne. Nie musiałem się poganiać, aby je utrzymać. Najbardziej ucieszyło mnie to, że znowu, podobnie jak na Biegu Spełnionych Marzeń, bardzo fajnie biegało mi się pod górkę. Naprawdę, muszeę przyznać, że ostatnio bardzo lubię podbiegi. Im bardziej je lubię, tym częściej je trenuję, a im częściej trenuję, tym lepiej mi wychodzą, przez co lubię je jeszcze bardziej – i tak kółko się zamyka :)
A wracając do Biegu Dzika – to nie do końca biegłem w tempie 5:40. Na początku ostatniego kółka dogonił mnie Damek, który nadrabiał bardzo wolny początek, i zachęcił, aby trochę przyspieszyć. W sumie też miałem taki zamiar, ale jeszcze nie w tym momencie i może nie aż tak bardzo... Cóż, trochę pomarudziłem, że to dla mnie za szybko, ale jakoś jednak dałem radę. Ostatnie dwa kilometry udało się nawet zrobić po 4:59, a cały bieg zamknąć w 1:55 i parę sekund. To rozumiem! Dzięki, Damek, za mobilizację :-)
Czuję, że jak tak dalej pójdzie, to w tym sezonie będę miał szansę naprawdę solidnie poprawić wszystkie życiówki. Ale to jeszcze nie teraz. Na razie, jutro, krosik z psem po okolicznych leśnych pagórkach...
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu DamianSz (2012-01-26,08:27): Krzysiu nasze wspólne treningi przynoszą efekt ,-) Przy tak grząskiej trasie to naprawdę dobry wynik. creas (2012-01-26,09:32): Tak, tak... Coś czuję, że po tych nowych życiówkach jakieś piwo będę musiał postawić :). Mam tylko nadzieję, że Tobie Damek się nie pogorszy i nie zaczniesz biegać wolniej przez to truchtanie ze mną.
|