2012-01-10
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Morderczy bieg (czytano: 325 razy)
PATRZ TAKŻE LINK: http://www.maratonypolskie.pl/wyniki/2012/jarork2.pdf

Morderczy bieg
Sobota 7 stycznia
wybrałem się ze szwagrem na kolejną IX edycję Noworocznego Integracyjnego Biegu Plażą Parku Wodnego „JAN” z Jarosławca do Darłówka.
Start w Jarosławcu meta w Darłówku przy Parku Wodnym "JAN".
Do pokonania miało być ok. 15 a było 16.1 km.
To regulaminowe około było usprawiedliwieniem dłuższego dystansu.
Do Jarosławca przyjechaliśmy pierwsi , organizatorzy czynili przygotowanie do zapisów.
Po nas zaczęli przyjeżdżać inni zawodnicy. Zapisaliśmy się szybko i sprawnie, nie było przy tym najmniejszej kolejki.
Opłaty startowej nie było , obok Pana Zdzisława przyjmującego zapisy stała puszka Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy .
Każdy z uczestników zawodów wrzucał danek na rzecz orkiestry.
Na starcie stanęło 49 osób w tym cztery Panie .
Jako że przyjechaliśmy pierwsi miałem dużo czasu na rozmowy ze znajomymi .
Na godzinę przed rozpocząłem rozgrzewkę .
Dlaczego godzinę ?
Tak już mam lubię rozgrzać stare kosteczki .
Rozgrzewkę przeprowadziłem duktami leśnymi a także po plaży sprawdzając z jaka siłą wieje wiatr .
Organizator przed startem poinformował nas o zmianie trasy z uwagi na dużą falę i osypujące się zbocze .
Start nastąpił z ulicy Spacerowej dalej ulicami Jarosławca ok. 3 km by dalej podążać ścieżką leśną ku plaży.
I tak też było
tempo po asfalcie szybkie
było do przewidzenia że młodsi i szybsi zawodnicy pognają
zostałem z grupą starszych i wolniejszych zawodników , policzyłem że ta pierwsza grupka liczyła 21 osób.
Dobrze że zapowiedzi pogodowe nie spełniły się ...wiało ale nie padało ...całe szczęście bo tylko tego by jeszcze brakowało.
Do plaży biegło się fajnie mimo że pod wiatr to biegłem na luzie.
I już plaża
hmmmmm
bardzo silny wiatr w twarz , miękkie podłoże już po kilku kilometrach dało się we znaki.
Nie szalałem
schowany za plecy młodszych zawodników radziłem sobie z trudnymi warunkami atmosferycznymi .
Tempo było wolne zdecydowałem się kilka razy prowadzić grupkę zawodników licząc na swoje silne nogi .
Wchodząc na zmianę wiatr był tak silny że miałem wrażenie jakbym stał w miejscu.
Na piątym kilometrze jeden z organizatorów ostrzegł nas że na trasie będą kamienie.
Utrudniały one bieganie trzeba było biec slalomem by nie skręcić nogi .
Od tej pory zalewająca woda plażę nie była takim utrudnieniem jak kamienie . Stopy nie można było postawić , by nie natknąć się jak nie na kamienie to na wodę.
Nogi mokre już nie zważałem na fale brnąłem po wodzie by nie skręcić nogi na wystających kamieniach.
Buty z wodą i piachem już chyba po kilogramie ważyły.
Z każdym metrem nogi robiły się co raz cięższe, serce waliło a oddech przyspieszał.
W połowie drogi gdzieś na 7 .5 km przeszkoda
wysoka fala i osuwające się zbocze .
Na jej krawędzi znajdowało się gliniaste, ostro nachylone podłoże, które trudno jest opisać.
Poniżej fale odkrywały elementy lądu oraz znacznej wielkości kamienie.
musiałem zdecydować czy biec plażą czy po schodkach wbiec na wydmy do najbliższego zbiegu.
Zdecydowałem
ryzykuję i biegnę po plaży .
Bardzo szybko zmieniłem decyzje widząc jak Michał przewraca się a fala przykrywa go .
Wbiegłam po schodkach na wydmy pokonując dodatkowo ok 400 m Zbiegłam na dól daleko za plecami zawodników z którymi biegłem a którzy zdecydowali się na bieg w trudniejszych warunkach.
Pozostałą część trasy pokonywałem sam
sam na sam z wiatrem , falami zalewającymi nogi i miękkim piachu.
Krytyczny moment miałem na 12 km
nie miałem siły biec , zatrzymałem się siarczyście zacząłem kląć
i powiedziałem koniec nie będę się tak męczył nie biegnę ,
Rozglądam się
wracać za daleko , iść przez wydmy nie wiem gdzie.
10 sekund
te 10 sekund postoju poderwało mnie do dalszego biegu.
Spojrzałem na słupek oznaczający km na plaży .. do mety miałem ok 2.8 km
dam rade ... pomyślałem i lekko przyspieszyłem
minąłem jednego zawodnika a mety jak nie ma tak nie ma
Co się dzieje 15 km już było a mety nie ma , opadam z sił - wyznaczałem sobie punkty do których miałem dobiec .
Dobiegałem aż w końcu ...
z daleka zobaczyłem taśmy wskazujące zbieg z plaży
ledwo wgramoliłem się na wydmy ...jest płasko płyty betonowe i asfalt
nogi dostały ulgi , jeszcze 500 m i meta przyspieszyłem by to moje finiszowanie jakoś po ludzku wyglądało.
Upragniona meta morderczego biegu
biegu którego tak naprawdę w moim kalendarzu nie powinno być i nie powinienem biec go w okresie przygotowawczym .
Dystans 16.1 km czas 1 godz 22 min 19 sek
miejsce open 16
Po biegu nagroda 2 godzinny pobyt w Parku Wodnym JAN z sauna basenem i jacuzzi
Fotka
z dekoracji każdy uczestnik biegu otrzymał dyplom i mógł wybrać sobie nagrodę -upominek
czy za rok tu przyjadę nie wiem .....
w linku wyniki
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu Marysieńka (2012-01-10,14:36): Wiesiu....Mirek wybrał te dłonie....by po biegu go masowały:)) Ja swój pierwszy start na koniec marca planuję...no może w połowie:)) Darek Ł. (2012-01-10,16:30): Czasami trzeba poszaleć. miriano (2012-01-10,20:25): Wiesiek nie mogłem doczekać się by od Pani Dyrektor przyjąć gratulacje:-) miriano (2012-01-10,20:27): Marysiu a dłonie miała naprawdę bardzo delikatne:))Mój prawdziwy start planuje w Kołobrzegu te przed to treningi:))) miriano (2012-01-10,20:28): Darku czasem szaleć lubie ale to nie było szaleństwo to był morderczy bieg . snipster (2012-01-10,22:01): hehe prawie jak bieg komandosa ;) miriano (2012-01-10,22:20): No prawie ...tam morze i wiatry trzeba przenieść. jacdzi (2012-01-11,07:24): Jak na katorzniku! miriano (2012-01-11,21:25): Jacku nie byłem tam trudni mi porównać Rufi (2012-01-12,13:09): nie czas na ściganko miriano (2012-01-12,20:51): Ela to była głupota z mojej strony , powinienem potraktować start treningowo a nie ścigać się :) Rufi (2012-01-12,22:22): Ech, nie znoszę treningowych startów. miriano (2012-01-12,22:35): Dlatego po piachu wariowałem zamiast spokojnie biec
|