2011-10-30
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Końcówka sezonu (czytano: 271 razy)

No to sezon dobiega końca. Teraz już tylko bieganie po lesie, a jeśli trafią się jakieś starty, to zapewne tylko „towarzyskie”. Najbliższy bieg, w którym chciałbym powalczyć o jakąś życiówkę, to będzie zapewne... Powitanie Wiosny – które odbędzie się, jak sama nazwa wskazuje, w drugiej połowie marca 2012. Tak w ogóle, w przyszłym roku zamierzam już z pełną świadomością wprowadzić w życie to, co zacząłem robić w tym, czyli znacznie ograniczyć ilość biegów, w których próbuję biec na maksimum możliwości. Ale o tym jeszcze napiszę innym razem. Teraz wypada wspomnieć o rzeczach, które zdarzyły się w ostatnim tygodniu.
W zeszły weekend były dwa biegi. W sobotę truchtaczowe GP Mysłowic. Ostatnio pisałem, że chciałbym tu jeszcze powalczyć. Prawie się udało... Po dwóch kółkach miałem ok. 10 sekund lepiej od życiówki, ale potem wszystko sobie zawaliłem na ostatnich niecałych dwóch kilometrach. Było, minęło... trudno, nie mam nic więcej do powiedzenia na ten temat :).
Za to dzień później wziąłem udział w bardzo fajnej imprezie – Pierwszym Biegu Po Torze Motocrossowym w Mysłowicach, zorganizowanym przez Rafała. Bieg składał się z sześciu okrążeń (ok.1,2 km każde) nieczynnego od dawna toru. Cały czas góra-dół – takich stromych podbiegów i zbiegów jeszcze w życiu nie biegałem. Pod koniec to już w zasadzie tylko podchodziłem i schodziłem. Ale zabawa była przednia. Impreza ma mieć ciąg dalszy – najprawdopodobniej w lutym. Jeśli spadnie śnieg, to będzie naprawdę wesoło. Podbiegi trzeba będzie chyba pokonywać na czterech łapach, a zbiegi na tyłku :). Już dziś polecam wszystkim chętnym. A wracając jeszcze na chwilę do tego pierwszego biegu, który już się odbył, to jeszcze muszę oczywiście napisać o Mai, która wygrała wśród kobiet. Ale to w sumie nic dziwnego – bieg był przecież typowo górski :)
Tak więc, tydzień temu były dwa krótkie biegi, a wczoraj jeden dłuższy, czyli kolejny etap Biegowej Korony Himalajów. Chciałem pobiec coś więcej niż półmaraton w tempie ok. 5:40; i udało się ten plan wykonać - w sumie zrobiłem prawie 30 km. Tak się do końca zastanawiałem, czy nie pobiec jeszcze jednej pętli, ale dałem sobie spokój. Gdyby, po jej zrobieniu, do pełnego maratonu zostało tylko 8 km, to pewnie kusiłoby mnie, aby spróbować wytrzymać do końca... Może i było to do zrobienia, ale nie miałem motywacji. Gdyby Jarek, z którym biegłem do 21 km, nie zrezygnował, to kto wie... Ale w takim przypadku musiałbym zacząć się mocno zarzynać, a końcowy wynik i tak nie byłby pewny. Po tych 30 km to był ostatni moment, aby skończyć w dobrej formie. Skorzystałem z tego i wcale nie żałuję. Tym bardziej, że parę godzin po biegu poczułem pierwsze tej jesieni paskudne przeziębienie. Dzisiaj cały dzień od rana kicham i smarkam. Gdyby do tego doszły jeszcze dolegliwości „pomaratońskie”, to ciężko by mi było wstać z łóżka. A tak to przynajmniej chodzić mogę normalnie :).
A na zdjęciu trzy najlepsze kobiety w I Biegu po Torze Motocrossowym w Mysłowicach.
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu |