2011-10-03
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Silesia Półmaraton (czytano: 280 razy)

Rok temu na półmaratonie katowickim poprawiłem życiówkę o jakieś trzy minuty i marudziłem, że mogło być lepiej. W tym roku tę zeszłoroczną życiówkę ledwie wyrównałem, a jestem z tego bardzo zadowolony. Ściśle rzecz biorąc, pobiegłem brutto 1:47:40 (4 s wolniej od rekordu), a netto 1:46:58 (tu poprawiłem się o 10 sekund).
To był dla mnie zupełnie inny bieg niż rok temu. Wtedy byłem naładowany optymizmem po życiówkach, które sypały mi się jak z rękawa. Byłem pewien, że poprawię swoje PB również w półmaratonie, a pytanie było tylko – o ile? Teraz było zupełnie inaczej. Letnie i wczesno- jesienne starty wychodziły mi tragicznie i nawet zacząłem się poważnie zastanawiać, czy może osiągnąłem już kres swoich możliwości i teraz zaczął się zjazd w dół. No więc, z jednej strony bardzo chciałem choć zbliżyć się do życiówki, a nawet złamać 1:45, ale z drugiej trochę się bałem, że może zdarzyć się tak, że nawet 1:50 nie zrobię. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze. Oczywiście, lepiej pewnie też mogło być, ale tym razem narzekać nie będę. Najważniejsze, że po prostu fajnie mi się biegło. Pogoda się poprawiła (tzn. ochłodziła) i gdyby nie to, że na ostatnich kilometrach słońce zaczęło jednak mocniej przygrzewać, byłaby prawie idealna. Również podbieg obok ZOO wcale nie był tak straszny, jak wydawał mi się na treningu. No i następował po nim długi zbieg – a więc trasa była inna niż np. w Jaworznie, gdzie są tylko podbiegi :).
Trochę żałuję, że na starcie „zakopałem” się dość mocno w tłumie. Może trzeba było ustawić się trochę bliżej. Przez to na pierwszym kilometrze musiałem mocno lawirować, często biegnąc po trawniku, aby jakie takie tempo utrzymać. Ale niestety, i tak wyszło dość wolno. W zasadzie większość „straty” do 1:45 zrobiłem zaraz po starcie. Za to potem, gdy już się trochę przeluźniło, biegło mi się naprawdę dobrze. Na podbiegach trochę wolniej, ale na zbiegach nadganiałem i w sumie wychodziło w okolicach 5:00/km. Szybciej nie potrafiłem. Liczyłem, że może na ostatnim kółku uda mi się więcej nadrobić, ale nic z tego. Zwolnić nie zwolniłem, ale przyspieszyć już też nie dałem rady. Trudno. Za to po raz kolejny udało mi się dobiec do mety bez kryzysu i w ogóle „w jednym kawałku”. No i w sumie zakładane tempo, poza tym początkiem biegu, udało mi się utrzymać.
I to tyle na ten sezon. Pewnie, że biegać będę dalej, ale niczego szczególnego nie zamierzam już planować „na mur”. Za tydzień może kolejny półmaraton „w pogoni za dzikiem”, ale zupełnie rekreacyjnie i towarzysko, pewnie w okolicach dwóch godzin. Potem, za trzy tygodnie GP Mysłowic – no, tu może spróbuje jeszcze powalczyć, aby przed zimą zatrzeć niemiłe wrażenie z tej trasy z tego lata. No i może od koniec miesiąca coś dłuższego w ramach Perły Paprocan albo BKH. Może coś w okoliach 30 km, a może... Ale to zobaczę, jak będzie mi się chciało.
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu |