Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [14]  PRZYJAC. [43]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
Te_Renia
Pamiętnik internetowy
Maratony. I nie tylko...

Teresa Dymek
Urodzony: --------
Miejsce zamieszkania: Krakow
4 / 43


2011-04-22

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
MARATON TO NAGRODA (czytano: 582 razy)

 

X Cracowia Maraton 17 kwietnia 2011

Mój czwarty maraton. Jakże inny niż te, poprzednie.
Kondycyjnie, technicznie i sportowo byłam dobrze przygotowana. A jednak się wahałam.

Dwa tygodnie przed maratonem sprawdziłam zapiski z treningów. Wyszło dobre przygotowanie. Prawie książkowe. Dlaczego miałabym znów nie pobiec? Bardzo chciałam. Naprawdę.

Zdawałam sobie sprawę z tego, że aby przebiec maraton nie wystarczą mięśnie i strategia biegu. Maraton biega się głową. A ja właśnie w głowie nic nie miałam.

O tym, że wystartuję zdecydowałam prawie w ostatniej chwili. Decyzję podjęłam w sobotę, dzień przed maratonem. Zdecydowałam, gdy jadąc odebrać pakiet startowy zobaczyłam na ul. Zwierzynieckiej dwa uśmiechy niosące niebieskie reklamówki. Od razu poznałam, że te granatowe, plastikowe torby to prowiant maratończyka. Kto inny mógłby je nieść i tak się całą twarzą uśmiechać? I ja też wiedziałam: wystartuję, nie poddam się przed startem!

Ukończyłam również i ten maraton. I to w dobrym czasie. Bez pomocy grupy, z którą biegłam, pewnie nie dałabym rady. Słowa nie wyrażą, jak jestem wdzięczna za „pchanie” w stronę mety.

Dla mnie ten maraton to prawdziwa nagroda. Zapłata za trud, który poniosłam, za pokonane zniechęcenie. Wygrana nad słabym ciałem i duchem. Wynagrodzenie za starania.

Nie był to łatwy bieg. Ciężko biegać maraton gdy z życia radość zniknęła. Nie chodzi tylko o same zawody. To nie one są najtrudniejsze, lecz przygotowania. Kilka miesięcy treningów. To tu się rozegrały moje zmagania. Biegałam kiedy mogłam i wtedy gdy moje ciało i umysł na to pozwalały. Dla mnie był to czas ciężkiej walki. Bo zbyt niewiele chęci w sobie miałam. Bo niestety niektóre bitwy przegrałam.

Niektórych treningów nie było...
Wielu kilometrów przebiec nie zdołałam...

Zdarzały się poranki, że powieki były zbyt ciężkie, bym je zdołała podnieść. Nie miałam siły nie tylko na bieganie...
Niekiedy ubierałam dres, buty i... siadałam na progu. Nawet za drzwi nie wyszłam...
Przychodziły jednak kolejne dni. Inne, odmienne. To, co wczoraj było niemożliwe, dziś było tylko trudne. Udało mi się zrobić pierwsze kroki, kolejne...
Czasem zapominałam się w biegu. Pokonywałam kolejne kilometry i zapędzałam się w coraz dalsze okolice. Znów było lekko i łatwo... Gdzieś tam, w przyszłości czekała nagroda: start w maratonie.

Dlaczego o tym piszę? Może to zbyt osobiste? Może nie powinnam? Myślę, że przyjaciele mnie zrozumieją. A inni? No, cóż. Każdy ma swe własne smutki. Ja się swoich nie spodziewałam, ale zdarzyły się. Wyboru nie miałam. Wielu stanie kiedyś przed rzuconym przez życie wyzwaniem. Może wtedy im te myśli pomogą? Ja mam szczęście. Wiele osób mnie wsparło. I choć może ten maraton to niewiele, to włożę go pomiędzy karty mego życia. Taką małą radość, że znów coś mi się udało.



Teresa nr startowy 2281 www.mysljakzyjesz.pl


Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora







 Ostatnio zalogowani
Andrea
00:07
Yazomb
23:36
radosc
23:19
rogul
23:00
stawmar
22:39
jacek50
22:26
Hari
21:58
benfika
21:46
soniksoniks
21:43
janusz9876543213
21:25
Raffaello conti
21:04
szyper
20:52
bogaw
20:44
Tomasz 77
20:25
jarek1909
20:23
kmajna
20:14
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |