2010-09-01
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Zamość - power is back (czytano: 410 razy)

Budzicie się po trzech dniach biegania, po 85km, a plecy nie chcą współpracować, nie możecie się podnieść z pozycji leżącej. Co byście zrobili?
Ja zrzuciłem się z łóżka na ziemię i jakoś się podniosłem, nie obciążając pleców. Nogi miałem jak nowe, więc jak już wstałem, to i biegać mogę. A był do zrobienia mały sprint – 15 kilometrów. Tym razem z rana o 10. Zastanawiało mnie czy co niektórzy będą w stanie się podnieść po sobotnich szaleństwach, ale nie było tak źle. Większość punktualnie stawiła się o 7 na śniadanie. Opóźnione zresztą, bo obsługa restauracji chyba też „zatankowała” ;) Wstać nie zdołał biegacz, który dostał żółtą kartkę za picie przed startem. Tym samym sam się ukarał, nie kończąc biegu.
Po śniadaniu większość poszła do katedry na mszę w intencji biegaczy. Zostałem w pokoju, próbując nastawić sobie plecy. Niewiele to dało. Pogoda tego dnia poszła kawałek za daleko. Wg informacji od kibiców było poniżej 10 stopni i rzeczywiście mogło tyle być, bo kurtki biegowej nie miałem ochoty zdejmować, choć wkońcu musiałem to zrobić przed startem… brrrr…. Do przebiegnięcia mieliśmy 3 pętle po około 4,2km i dobieg na rynek. Start z szerokiej ulicy. Postanowiłem spróbować dać z siebie wszystko. Wiedziałem że będzie boleć…
… i tak było. Już od startu czułem przy każdym uderzeniu o asfalt ból pleców. Szczęśliwie w późniejszej fazie biegu zadziałała adrenalina i mogłem spokojnie ukończyć. Zacząłem szybko, nie tracąc żadnej cennej sekundy. Czołówka zaczęła wolno. Po 1km nadal mogłem obserwować czoło biegu. Trzymałem wysokie tempo. W połowie kółka uformowała się 4-5 osobowa grupka, z którą przebiegłem pierwsze okrążenie (18:17). Kawałek dalej znajdował się punkt z wodą. Chcąc się ustawić po właściwej stronie, przyśpieszyłem… i tak już mi zostało. Grupa została kilkanaście metrów z tyłu. Oderwał się od niej Jarema i mniej więcej dwa kilometry dalej był już za mną. Nie szarpałem, dałem się wyprzedzić.
Walka z wiatrem na jednej z prostych kosztowała mnie trochę sił, ale mimo to drugie okrążenie było szybsze (18:07). Cały czas samotnie zacząłem dochodzić pojedynczych biegaczy. Trochę osłabłem na trzecim okrążeniu (18:26). Ale po nim można już było zrobić 2,5km sprint do mety. Ile sił w nogach. W racji sztywnych pleców i karku, nie byłem w stanie nawet obejrzeć się za siebie. Jak się potem okazało miałem niezły „ogon”. Zrobiłem coś, w co przed biegiem bym nie uwierzył … 1:05:44. Dawno nie miałem takiego wyniku na 15-tkę.
Chwilę odsapnąłem i poszedłem kawałek przed metę żeby obserować dobiegającyc. Czekałem na Marka. Z racji braku „wstecznego lusterka” nie wiedziałem jak ruszył ze startu. Czekam… 1:07, 1:08, 1:09… wkońcu jest. Ja wiem że musi być 4 minuty za mną, i tak jest ;) Po biegu przyznał że liczył że może zrobię 1h07-1h08. Jak się potem okazało wygrałem o 22 sekundy. Czasami warto wierzyć do końca :] W sumie gdyby nie ta „rywalizacja” to bym odpuścił, truchtał spokojnie… dzięki Marku za motywację ;)
Ostatnią atrakcją całych zawodów była dekoracja najlepszych. Oklaskom, podziękowaniom nie było końca. Mi przypadło w udziale 5 miejsce w kategorii wiekowej za co „zgranąłem” dyplom i Mp3-kę ;)… no i możliwość pozowania do wspólnego zdjęcia z prawie całą moją kategorią.
Pozostało jeszcze wrócić do domu… była 15-ta… wg planu w domu miałem zawitać o 4-tej nad ranem… trochę cierpiałem podróżując w pozycji siedzącej, ale jakoś dotarłem.
Rzadko się ostatnio u mnie zdaża by jakiś nowy dyplom wędrował na ścianę. Ten z biegu w Zamościu już tam wisi, razem z medalem… jest dla mnie szczególny bo kosztował mnie niesamowicie dużo wysiłku, sam bieg przyniósł wiele ciężkich chwil, ale dotarcie mimo wszystko po 4 dniach do mety… kto nie był ten nie wie, jakie to jest wspaniałe uczucie. Polecam :]
A czas? 8:41:25. Za rok melduję się żeby postawić z przodu 7-kę ;)
Panie dyrektorze, panie sędzio i cała obsługo biegu, jeszcze raz DZIĘKUJE i do zobaczenia za rok.
Zdjęcia autorstwa pani Ireny Szpak - dziękuje za piękne wspomnienia w wersji obrazkowej;)
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu szpaq (2010-09-02,00:44): piękna relacja.... powoli zaczynam już tęsknić za Zamościem... jeszcze jedną bym taką setkę pyknął ;) Tomasz Ławniczak (2010-09-02,09:03): Ja już tęsknię. Paradoksalnie im dalej w "las" tym lepiej i pewniej się czułem, także mógłbym biegać dalej;) mamusiajakubaijasia (2010-09-02,19:32): Hmmm...całe lato "męczyłeś się" w zimowej czapce na zdjęciu (lubię tamto zdjęcie), a teraz kiedy zrobiło się zimno, Ty nam letnie zapodajesz...ot, męska konsekwencja;) mamusiajakubaijasia (2010-09-02,19:36): Iza......Tomek na żywo też ma taki cudownie melancholijno-smutny pychol (jak to określiłaś). Ale za to JAKI!! No i to spojrzenie chmurne....Wielce interesujące (że celowo posłużę się eufemizmem)........................................................................A teraz Tomek, nie daj Boże, strzeli focha:)) Tomasz Ławniczak (2010-09-02,21:19): I weź tu bądź mądry... Gabrysia woli tamto, Iza tą nową fotkę... oj, oj ;)
|