Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [2]  PRZYJAC. [91]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
Tomasz Ławniczak
Pamiętnik internetowy
"we all fall down once a while"

Tomasz Ławniczak
Urodzony: 1982-11-06
Miejsce zamieszkania: Poznań
359 / 401


2010-09-01

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Zamość - dzień prawdy (czytano: 413 razy)

 

Wczoraj wspomniałem o tym jak dwa lata temu biegacze natrafili na przejeżdżający pociąg. Z uśmiechem wspomniałem. No to dostałem za swoje.No prawie. Ale o tym za chwilę;)

Etap trzeci, etap „prawdy”. Tak sądziłem przed całym biegiem. Chociaż faktycznie przekonanie, że jak już przeżyje tą „trzydziechę” to będę w domu… znaczy się w Zamościu, było uzasadnione. W kolarstwie na największych wyścigach zawsze trafi się etap górski. Ma i taką trasę zamojski bieg. Z Krasnobrodu do Zamościa. Dzień wcześniej dostałem ostrzeżenie, że do połowy będą mocne góry. Pierwszą już znałem, bo nią wczoraj zbiegałem, pozostałe dwie duże w zasadzie też, ale z perspektywy autobusu. Jedno było pewne. Można było dużo stracić lub dużo zyskać.

Ja spoglądałem do przodu. Bo stracić mogłem niewiele. Trzecie miejsce w kategorii wiekowej uciekło na dobre 10 minut. Kolega z klubu Marek był 7 minut z przodu. Jak nie zaatakuje to nic nie wywalczę.

Przedpołudniowa cześć soboty posiadała dodatkową atrakcję w postaci zwiedzania z przewodnikiem. Dobre na rozruszanie nóg. Trochę jednak trwało zanim dałem się namówić. Wycieczka była skrócona z racji naszego napiętego programu żywieniowego. Normalnie mogłaby trwać 4-5h, u nas zamknęła się w niecałych 2h. Był pomnik Zamojskiego, katedra, rynek z jego kolorowymi kamienniczkami, ratusz, wschodni bastion i jedna z bram. Na tyle starczyło czasu. Było ciekawie;)

Przejazd autobusem w drugą stronę posłużył za ostateczne zapoznanie się z trasą, tyle że w drugą stronę. Pogoda idealna. Poniżej 20 stopni, chmury, bez deszczu. Od strony taktycznej nie było tym razem pójścia na żywioł. Plan zakładał 2:45 na mecie, żeby mieć 1:15 na następny dzień żeby zmieścić się w 9h. Jak przesadnie ostrożny byłem o tym za chwilę. Pół godziny przed właściwym startem po standardowym złożeniu kwiatów pod pomnikiem, na trasę ruszyła grupa potencjalnie wolniej biegających. Zadawaliśmy sobie z Markiem pytanie czy na 30km da się kogokolwiek z tej grupy dojść.

Standardowo na ramię mp3, tym razem wyłączone i schowane, w ręke butelka isostara. Na punkt na 15km trafiła tym razem moja „tajna broń” …. Coca Cola ;D Jeden z biegaczy wspomagał się przed startem papierosem i piwem, ale ten przypadek pomińmy;) Start… a za mną autobus zamykający bieg. Do śmiechu mi nie było. Na szczęście po pierwszym podbiegu nie byłem tym ostatnim. Zauważyłem że Marek trochę uciekł od grupy, to go podgoniłem. Tempo było dobre, sprzęt pomiarowy równo informował o kolejnych km. Robiła się pusta przestrzeń zarówno z przodu jak i z tyłu. Ruch zdecydowanie mniejszy niż pierwszego dnia. Gdy skończyły się długie proste zaczeliśmy przemieszczać się z lewej strony na prawą i z powrotem żeby na zakrętach zaoszczędzić trochę km-ów. Najcięższy podbieg jest za 13km. Tak samo stromo jest na głównej ulicy w Karpaczu, tak dla porównania;) Podganiają nas trochę dziewczyny, którym tym razem nie chcemy się dać ;D

15km – tu kończy się pierwsza część planu. Zaczynają się zbiegi i płaski teren. Tankuję cukier i kofeinę i co do przewidzenia… muszę w krzaczki. Robię to na tyle szybko że wybiegam zaraz za goniącym nas damskim duetem. Mijam i nieco ponad km później jestem z powrotem koło Marka. Ostrzegam go że od 20km przyśpieszę i obejmuję prowadzenie w naszym dwuosobowym pociągu i przyśpieszam wcześniej niż zakładałem. Wkońcu na 18km odrywam się od kolegi i zaczynam gnać do przodu. O dziwo nie pojawiło się wtedy w mej kochanej łepetynie pytanie czy dam radę tak zasuwać przez 12 kilometrów :] Ale ja lubię zapieprzać ile sił w nogach. Trzymam mocne tempo, doganiając nieco słabnących biegaczy a później także tych którzy startowali wcześniej. Około 24km nagle skręcamy z głównej drogi… a myślałem że polecimy na wprost na Zamość. Doganiam Szpaqa, witam się ale muszę lecieć dalej. Za punktem żywieniowym policjanci kierują mnie w prawo, skręcam, długa prosta, ponad km a tam brak żywej duszy. „Jezusie słodki, czy oni mnie dobrze pokierowali” myślę, ale gnam dalej „on my own”.

Wkońcu widzę linię kolejową. Biegne cały czas tym samym tempem, osiągając nawet zawrotne 4:30/km aż tu nagle ni z gruchy, ni z pietruchy, widzę opuszczane zapory na przejeździe kolejowym. „Nie, nie teraz, no żesz ku*** mać” klnę na głos. Jak to będzie towarowy to mogę sobie w dupę wsadzić moje zasuwanie. A tu chyba tylko takie jeżdżą. 200m.. słyszę że coś rusza zza drzew. Wyłania się… drezyna. Mija przejazd. 100m… uff, podnoszą zapory. Jezu, ale byłem i wściekły i szczęśliwy.

Dwupasmową ulicą Dzieci Zamojszczyzny wbiegam do miasta, skręt w Szczebrzeską, mijam kilku biegaczy, Akademicka. Walczę o „under 2:35” ale jest pod górę. Rynek. Wielki balon META. Boże jestem w domu, jestem w domu… teraz już mnie nic nie zabije :] 2h35. Staję za metą. Witam się z tymi co byli szybsi i czekam na Marka. Liczę na to że odrobię już dzisiaj stratę. Trochę dupa. On też przyśpieszył, ale odrobione 3 minuty są moje. Będę walczyć.

Sobota to był także dzień dodatkowych wieczornych atrakcji – dzień biesiady. Był prezydent miasta i jego świta, dyrektor biegu. Mi niestety nie było dane długo „biesiadować”. Już rano obudziłem się z bólem pleców. W ciągu dnia nie odczuwałem tego tak mocno. Jednak po biegu zaczęła się masakra. Nie byłem w stanie siedzić. Po godzinie poddałem się i „uciekłem” spać, leżeć… jak kto woli to nazwać, bo zasnąć było ciężko. Liczyłem że do rana przejdzie. Najwyżej będę tuptał wolno do mety.

Jak przeczytacie już niedługo, życie pokazało mi że jeśli chodzi o nogi to na tyle się rozkręcałem, że jeszcze kilka dni i może wygrałbym jakiś etap ;D ….

CDN….

P.S. dla Truskawki – jak znajdę jakąś lepszą fotkę to zmienię ;P


Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicy

Dodaj komentarz do wpisu


Marysieńka (2010-09-01,15:36): Prawda, że "rywalizacja"....uskrzydla??? :))







 Ostatnio zalogowani
stanlej
12:35
Arseninho89
12:24
rutkowsky team
12:11
batoni
11:42
BOP55
11:37
Waldek
11:34
biegacz54
11:21
piotrhierowski
11:12
Tadek 56
10:32
ozzy
10:16
Jaros
10:13
pagand
10:10
Volter
09:40
smszpyrka
09:34
mati260195
09:20
platat
09:01
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |