2010-06-30
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Afryka (czytano: 440 razy)

Po mega mroźnej zimie panują u nas teraz iście afrykańskie warunki. Biegamy w amplitudzie temperatur wynoszącej 50 stopni Celsiusza, ciągłe przystosowywanie się do tak zmiennych warunków musi być bardzo obciążające dla organizmu. Zacząłem się nad tym zastanawiać, bo nie pamiętam abym czytał jakiś artykuł w którym poruszano tą kwestię.
Ja swój wiosenny sezon skończyłem w maju, gdzie praktycznie ani razu nie biegałem kiedy było naprawdę ciepło. Przygotowania do jesieni rozpocząłem ok. dwa tygodnie temu, ale biegałem głównie wieczorami i znowu warunki były zdecydowanie sprzyjające. W tym tygodniu moja passa niestety dobiegła końca, od poniedziałku biegam w upale licząc na to, że jeśli pogoda się nie zmieni to przynajmniej choć trochę mój organizm się zaaklimatyzuje. W tym tygodniu zrobiłem już podbiegi, drugi zakres i dzisiaj luźną 18-nastkę, a po każdym treningu wracam tak zmęczony jak po tych najcięższych zimą... Osiągane prędkości zdecydowanie bardziej zadowalają mnie w czasie wieczornych treningów, ale niestety startować wieczorami nie da rady. Dlatego trenować trzeba również kiedy pogoda do tego nie zachęca...
Plany startowe na jesień coraz ciekawsze, Dębno o którym pisałem w poprzednim wpisie pod znakiem zapytania, jedno jest pewne, będzie: WALKA!
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora suchy (2010-07-01,08:13): Ja wychodzę biegać około 19, kiedy jest jedyne 20kilka stopni w cieniu... :] co zauważyłem, po byle jakim treningu uchodzi ze mnie około 2kg :] jednym słowem... masakra.
|