2010-02-18
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Bieg po asfalcie (czytano: 266 razy)

Wczoraj po prawie 2 miesięcznym bieganiu po śniegu miałem przyjemność bezpośredniego zetknięcia sie podeszwy mojego buta z czarnym, troche mokrym, asfaltem.
Uff, co za ulga, nareszcie dało się zrealizować trening z 2 zakresu na całym odcinku, do tej pory utrzymanie stałego tempa po mniej lub bardziej ośnieżonych ścieżkach i ulicach było wręcz niemożliwe.
Tempo było znacznie ciekawsze niż w ciągu ostatnich miesięcy, przy Hr 145-159 uzyskałem 4:52/km, co dla mnie jest doskonałym wynikiem.
Stawy również są w znacznie lepszym stanie po takim treningu niż w czasie biegu po śniegu, wracałem zawsze obolały, kostki i kolana ostro dawały się we znaki.
Dzisiaj mam dziel luźny, bez biegania, tylko gomnastyka siłowa, zawsze w czwartki czułem zakwasy i sztywność w nogach a dzisiaj jest wszystko OK.
Jednak pokazało się swiatełko w tunelu z napisem "złamanie 3 godzin w maratonie Praskim". Sprawa znacznie się wyjani za miesiąć, po starcie w półmaratonie dookoła jeziora żywieckiego.
Teraz czekam do niedzieli, czeka mnie kolejny etap begowego treningu, tzw. bieg z narastającą prędkością, zawsze to ten właśnie trening podnosił moje zdolności biegowe w sposób znaczący, jeżeli tym razem równiez tak bedzie to zapowiada się ciekawie.
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu |