Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [19]  PRZYJAC. [111]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
Beauty&Beast
Pamiętnik internetowy
Lecę, bo chcę :)

Pawłowska-Pojawa Anna
Urodzony: 1976-05-06
Miejsce zamieszkania: Warszawa
201 / 228


2009-08-21

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Kosmita Bolt i UFO w Krzywem (czytano: 257 razy)



To, co w niedzielę zrobił i powtórzył wczoraj Bolt, to jest kosmos. W niedzielę oczy mi nie zdążyły urosnąc, kiedy zobaczyłam, co zrobił. Tuż przed startem polscy komentatorzy byli łaskawi stwierdzić, że chcieliby, aby za ich kariery zawodowej padła bariera 9.65 w biegu na 100 m. Chwilę później padła nie tylko ta, ale i następna bariera i niesłychanie długi jak na sprintera (193 cm) Jamajczyk, pajacujący przed startem jak mały chłopiec, showman w żółtozielonej koszulce Pumy (boskie koszulki swoja drogą) - kilkoma susami przeniósł nas w inny wymiar. 9.58!!!! Kiedy już odzyskałam zdolność jasnego myślenia, pierwsze, co mi przemknęło przez głowę, to "Żeby tylko się nie koksował".

Bo jak żywy stanął mi przed oczami innny epokowy bieg sprzed....21 już lat, kiedy w inny wymiar przenosili sprint Carl Lewis i Ben Johnson. I u tego ostatniego okazało się, ze inny wymiar ma drugie dno, i nigdy już nie podniósł się z tego dna, ale jego czas wtedy był z innej bajki. Ale ich było dwóch, ścigali się ze sobą, toczyli morderczą walkę o każdy metr, o każdą setną sekundy.

A Bolt? Bolt biegnie własciwie sam. Startuje trochę ospale, jakby wzrost działał na jego niekorzyść, zanim pozbiera to swoje długie ciało z bieżni, inni są o krok z przodu. Ale potem on robi dwa kroki i już jest przed nimi i z każdym krokiem powiększa tę swoją przewagę, biegnie sam, o kilka metrów przed pozostałymi, kończy te biegi przewagą zupełnie niesprinterską...

I wygląda na to, że się nie koksuje. A przynajmniej - nie na tyle, żeby to powodowało jakieś niejasności. Wygląda, jakby było z kosmosu. Z innego wymiaru...

W inny wymiar i ja się przeniosłam w poprzedni weekend. Korzystając z uroków długiego wekendu (i dwóch dni urlopu), wybraliśmy się na Mazury. I tam, oprócz standardowych pętelek wokół jeziora (niecałe 12 km), wypadło mi kolejne dłuuuugie wybieganie, czyli 35 km. Na samą myśl o trzech pętelkach wokół jeziora zrobiło mi się słabo... Wzięliśmy zatem z TZem po raz pierwszy mapę okolicy i wyznaczyliśmy (cyrklem) trasę.

I w sobote o świcie wyruszyliśmy - ja na butach, TZ na rowerze z aprowizacją (camelback + kanapki z dżemem) - na podbój mazurskich bezdroży. Zgubiliśmy się zaraz po wybiegnięciu z Olecka, ale udało nam się szybko odnaleźć własciwą drogę. Ku mojemu zdumieniu znacząca cześć bezdroży była wyasfaltowana, ale z racji święta i wczesnej pory (tak między 7 a 8) - jedyne co nas spotykało, to szczekanie psów... Na całe szczęście większość tych ujadających stworzeń była jakoś tam odgrodzona od drogi było nie było publicznej. Ale za to tąż samą drogą łaziło sobie beztrosko stado krów, a spojrzenie byka spode łba spowodowało, że weszłąm prawie w trzeci zakres.

I tak sielankowo sobie biegliśmy, mając za towarzystwo ujadające burki, krowy i cięzkie chmury, kiedy po 15. km zaczeły się schody, a własciwie - podbiegi (boć to Mazury Garbate), a idroga z asfaltu zamieniła się w polny piach, błoto i miejscami bruk. I tak sobie dotarliśmy do miejscowości Krzywe, która właśnie wstawała (zbliżała się 9.) I ludzie w podwórkach patrzyli na nas wzrokiem niekłamanie zdziwionym, i buzie mieli rozdziawione, i byliśmy dla nich jak to UFO w Klewkach, które kiedyś widział jeden polityk partii od krawatów. Tak sobie myśle, że byliśmy dla nich w ten sobotni, ale jednak świąteczny, poranek, tak z innego wymiaru, tak z kosmosu, jak dla nas okazał się potem Bolt.

A my zgubiliśmy się jeszcze raz, a jak już się znaleźlismy, okazało się, że kiedy właśnie minął 35 km naszej wyprawy, pojawiłą się tabliczka z napisem "Olecko 10". Jeszcze się tym specjalnie nie przejęłam i robiłam minę bohaterki, ale zza chmur wyjrzało słońce, i po 2 km spaceru zdecydowaliśmy o wezwaniu zmotoryzowanego supportu.

A potem była plaża... A w tym tygodniu wyszłam na pierwszy trening i poczułam się jak nowonarodzona i nowe siły we mnie wstąpiły, energia kosmiczna mi się wydzieliła...

I mam nadzieję, że się utrzyma, choćby do jutra, bo jutro dzień próby. Zamiast 35 km w tempie regeneracyjnym z przyspieszeniem do docelowego na ostatnich 9, będzie 25 w tempie docelowym... Taki jest plan :)


Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora


Kkasia (2009-08-25,20:47): JAK TY TO ROBISZ??!! te 35-iątki?







 Ostatnio zalogowani
pagand
21:32
marekcross
21:23
macius73
21:19
romelos
21:06
kostekmar
21:02
marczy
20:51
kos 88
20:50
maratonczyk
20:49
42.195
20:29
chris_cros
20:14
Wojciech
20:06
patryktherunner
19:52
rezerwa
19:45
Jawi63
19:25
basiaksi
19:24
Brytan65
18:42
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |