Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [19]  PRZYJAC. [111]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
Beauty&Beast
Pamiętnik internetowy
Lecę, bo chcę :)

Pawłowska-Pojawa Anna
Urodzony: 1976-05-06
Miejsce zamieszkania: Warszawa
199 / 228


2009-08-02

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Biegam, nie piszę (czytano: 316 razy)



Jakoś tak wychodzi. Co prawda raz napisałam obszerną notke z ubiegłej soboty (dwa starty: Puchar Maratonu rano i Bieg Powstania Warszawskiego wieczorem), ale sieć mi się zawiesiła i notkę szlag trafił.

A jako, że biegam, to nawet nie bardzo mam kiedy o bieganiu pisać. Pora jednak na krótkie podsumowanie. Bo właśnie dobiegł końca miesiac, w którym po raz drugi przekroczyłam 400 km. Dokładnie wyszlo ich 409. To mniej niż w listopadzie. Z drugiej strony był to też miesiac, kiedy bardzo mało startowałam - tylko dwa starty - oba jednego dnia. Zaraz jeszcze do nich wrócę. No i wreszcie - zaczęłam PLAN. Plan potrwa do 19 września i zakończy się gdzieś w okolicach Bramy Brandendurskiej. Mam nadzieję, że sukcesem.

No to po kolei. Od początku lipca skupiłam się na bieganiu po prostu. Po 15 km dziennie, przez 5 dni w tygodniu plus długie wybieganie w niedzielę (ok. 30 km). Łatwo nie było. Ale rozkręcałam się nieomal z dnia na dzień, porane wybiegania po lesie sprawialy mi coraz więcej frajdy i niezauważalnie biegałam je coraz szybciej. Po prawie trzech tygodniach zaczęłam powoli wprowadzać elementy szybkościowe - kilometrówki i dwukilometrówki. Szły zgodnie z planem. Wybiegania co prawda były wolne, ale trudne, mocno krosowe. Ważne było, że 30 km nie sprawiało mi bólu.

Po miesiącu takiej startowej ascezy przy jednoczesnej budowe bazy, przyszedł czas próby. Bieg z cyklu Puchar Maratonu na 20 km. I tego samego dnia wieczorem - Bieg Powstania Warszawskiego. 10 km. Zamierzałam pobiec w obu - w jednym jakoś przyzwoicie, w drugim - lajcik, dla towarzystwa. Jak pomyślałam - tak zrobiłam.

Najpierw był start w Pucharze Maratonu. Założyłam, ze satysfakcjonuje mnie wynik w granicach 1:40. Wystartowałam niespiesznie. Pierwsze kółko (5 km) zrobiłam w 24:30. Drugie - podobnie. 15 km przebiegłam w czasie o półtorej minuty krótszym niż bieg na 15 km miesiąc wcześniej. I zachowałam siły na ostatnie okrażenie. Wynik: 1:38:25. Półtorej minuty lepiej niż plan. Prawie 5 minut lepiej niż na PMW 20 przed rokiem (no, tam była krótsza trasa)Średnie tempo - 4:57, czyli docelowe tempo TEGO BIEGU. Drugiej połówki na dzisieaj jeszcze bym tak nie pobiegła, ale wszystko przede mną.

Zadowolona z siebie, pojechałam wieczorem już wylącznie towarzyszko na wieczorną powstańczą dyszkę. Wystartowałam w ogromnym tłumie, pierwszy kilometr poświęciłam na przeciskanie się do przodu oraz na wiązanie buta. Potem się zaczełam rozpędzac. 4:40, 4:30. Na Karowej z górki po prostu frunęłam. Niestety, podbieg na Sanguszki troszkę poczułam w zmeczonych mieśniach. Już sie zastanawiałam, czy nie skończyć po 5 km (była taka możliwość), ale zagadałam się z jednym biegowym celebrytem - który podobnie jak wielu innych - również zaliczał drugi start tego dnia - i poleciałam na drugie kółko. Biegłam całkiem przyzwoicie. Na Karowej znowu pofrunęłam w dół i... Niestety, złapała mnie kolka. No to pozamiatane. Przeszłam do marszu i tak sobie przeszłam z 500 m. Minęła mnie Dżastin, która próbowała mnie zmobilizować, Mel, i jeszcze kilka innych osób. Po 500 m zaczełam truchtać, potem jeszcze troszkę udalo się przyspieszyć, ale na widowiskowy finisz nie wystarczyło pary.

Efekt: 49:22. Tempo: 4:56.
W sumie w ciągu dnia 30 km na zawodach, w tempie 4:57, czyli takim, jak zamierzam POBIEC...

W niedzielę tylko króciutkie rozbieganko, bo od poniedziałku...

Od poniedziałku w planie był plan. PLAN. Plan przyprawiający biegaczy o ciarki na plecach. Plan - postrach. Plan - legenda. Jednym slowem - plan Greifa.

Zaczeło się kiepsko. W poniedziałek wyszłam rano, przebiegłam kilometr rozgrzewki, przyspieszyłam, pobiegłąm dwa km i... wróciłam do autobusu podjechałam do domu. Nic to - wyjdę wieczorem. Wieczorem wyszłam. Kilometr rozgrzewki, przyspieszenie, 5 km i... spacerek do domu.

Falstart jednak nie był przesądzajacy. Od wtorku już wszystko poszło zgodnie z planem. Nawet sobotnie 35 km.

W miedzyczasie podsumowałam lipiec - 409 km. Dzisiaj podsumowałam tydzień - 112 km.

Od jutra - Greif tydzień II.


Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora


biegaczka;-) (2009-08-02,22:17): Zazdroszcze Ci, że masz na to czas ;-)Trzymam kciuki za wytrwałość
jacdzi (2009-08-03,11:29): Plan Greif'a i to z taka determinacja! Mistrzostwo swiata.







 Ostatnio zalogowani
Borowion
09:42
Leno
09:30
Admin
09:26
Piotr100
09:25
marekch11
08:59
mieszek12a
08:50
kostekmar
08:42
kos 88
08:39
cinekmal
08:38
MARIO87
08:26
KKFM
08:07
mariachi25
08:06
jankos6
07:56
platat
07:55
martinn1980
07:43
mariuszkurlej1968@gmail.c
07:42
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |