2009-07-14
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Biegam, nie piszę (czytano: 275 razy)

No wlasnie. Wcale nie wyjechałam na urlop. Tylko zabrałam się serio za bieganie i w związku z tym blog nieco poszedl w kąt. Zwłaszcza, że mam małe problemy z dostępem. Ale od jutra powinno być lepiej.
To w telegraficznym skrócie o tym, co bylo. Biegałam. Ostatnie dwa tygodnie to powrót do duzych (jak dla mnie) objetości treningowych. Zero startów, za to długie krosy, podbiegi elementy siły. W ubiegłym tygodniu nazbierało się tego 94 km. Gdybym w piątek nie zrejterowała z trasy, wyszłaby setka.
Trasy w większości były krosowe - czytaj: biegałam po lesie. Bo gdzie może być milej w letni poranek. No więc las. Przed 6 rano. Resztki burz i rosa na lisciach. Piach, korzenie. Slońce przesączające się przez galęzie. Zające umykające spod nóg. Sarenki uciekające między drzewami. Z urozmaiceń - środowy nekrotrening, czyli 10 podbiegów pod cmentarz. Podobno podbieg okupują biegacze. Hm, nie widzialam żadnego oprócz siebie. Strugi deszczu lejące się z nieba i spływające ulicą, i spływające mi po twarzy. Chrzęszczące pod nogami skorupki ślimaków. Nie lubię deptać po slimakach, ale nie zawsze jestem je w stanie ominąć.
I na koniec przyjemny krosik w Górach Świętokrzyskich, które są jednak wyższe od mazowieckich wydm. 24 km. W tym jeden kilometrowy podbieg na Telegraf. Dobrze, że zbiegi mam opanowane.
A w tym tygodniu chyba trochę szybkosci dodamy, bo coś wszystko to fajnie, ale za wolno biegam...
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora Isle del Force (2009-07-15,14:39): Lepiej za wolno na treningu niż za szybko na zawodach.
|