2009-07-02
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Najdłuższy bieg (czytano: 257 razy)

Ale dlaczego ja tak ni stąd ni z owąd o Comrades? Wszystko przez film. W poniedziałek wieczorem był na TVN7. Najdłuższy bieg – często powtarzają, gdybyście mieli okazję polecam.
Fabuła interesuje mnie tak sobie. Ale są takie sceny, dla których warto ten film oglądać. M.in. już w trakcie tytułowego biegu, kiedy bohaterka i jej główna rywalka po kilkudziesięciokilometrowym biegu przewracają się. I potem podnoszą. Osoba, której kiedyś w życiu zdarzyło się przebiec maraton, wie, co to znaczy nagła zmiana pozycji po kilkudziesięciu kilometrach.
Ja po maratonie miewam problem ze zdjęciem chipa. Ostatnio przy jakichś porządkach wyjęłam chipa z butów, w których biegłam w Dubaju… Ale, wracając do filmu. Można mu zarzucić różne słabości warsztatowe. Można sporo zarzucić grze aktorów. Mimo to warto najdłuższy bieg zobaczyć.
Kiedyś na Comrades się wybiorę.
A na razie – wróciłam na biegowe ścieżki. Dosłownie. Starty zostały na miesiąc zawieszone, biegam sobie po prostu. We wtorek o 5.30 nuż byłam w lesie. O 6.45. zaczepił mnie pan z goldenkiem – to który kilometr? Ja – piętnasty. Pan wyraził podziw, a ja na skrzydłach pognałam do domu. Piękny krosik do Miedzylesia i z powrotem. W środę był nekrotrening, czyli 10 podbiegów pod cmentarz i dwa kółka osiedlowe.
A dziś…? Dziś o 5 nawet nie byłam w stanie otworzyć oczu. O 5.10 wstałam, założyłam skarpetki do biegania i usłyszałam ze pada. Położyłam sie w skarpetkach. O 5.20 przestało padać. Wstałam, założyłam biegowa bieliznę. Leje. Położyłam się... W każdym razie, o 6.15 wyszłam... w kompletnym stroju. Zrobiłam dyszkę przyjemnego krosiku po lesie różnymi ścieżkami. Prześlicznie było, zając mi uciekł, choć nie spod nóg na szczęście, nad trawą unosiła się mgła, z drzew kapały jeszcze krople deszczu, przez to wszystko przeświecało słońce.
Miałam ochotę na więcej, ale godzina już była taka, że rozsądek nakazywał udać się w stronę domu…
Jutro mała przerwa (miałam ochotę na czterysetki na Agrykoli, ale logistycznie mi się nie mieszczą), a w sobotę i niedzielę mam ochotę na pięćdziesiątkę…
Jeżeli się uda, to będzie pierwszy porządnie przebiegany tydzień od połowy maja.
Berlin czeka. Towarzysze też :)
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora Kkasia (2009-07-08,21:13): film oglądałam, też mi się podobał mimo uwag, ale co tam... ja równiez w tym tygodniu usiłowałam wstać wcześniej, ale słabo wyszło...
|