2009-06-16
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| szalony weekend cz. 2 (czytano: 187 razy)

Podróż do Rudawy rozpoczęła się od zabrania Pawła z Ursynowa. Po jakim¶ czasie dogonił nas Mariusz swoim samochodem i już razem przebijali¶my się przez strugi deszczu na południe. Po Sulejówku jako¶ tak specjalnie nie czułem zmęczenia, poza tym Paweł okazał się doskonałym towarzyszem podróży. Przegadali¶my cał± drogę. Gdzie¶ w okolicach Jędrzejowa rozpogodziło się na tyle, że zaczęli¶my wierzyć w doskonałe prognozy na następny dzień. Do Rudawy trafiamy bez większych problemów już po 20.00. Na szczę¶cie biuro zawodów jest czynne jeszcze przez godzinę. Odbieramy pakiety startowe, krótko rozmawiam z wyci±gniętym na chwilkę z imprezy integracyjnej Mateuszem i tuż przed 21.00 ruszamy do hotelu w miejscowo¶ci Rz±ska. Po drobnych perturbacjach docieramy do – jak się okazuje – całkiem ciekawego obiektu. Formalno¶ci w recepcji i zajmujemy miejsce w ciekawie urz±dzonym pokoju. Przygotowujemy sprzęt (jak zwykle zabawa z przypinaniem numerów startowych) i kładziemy się spać. Niestety nie czuję się dobrze. Bateria leków jak± zażywam nie pomaga jednak zbytnio. Rano wstaję ok. 6.30 i nie mogę wydobyć z siebie głosu. O kurde, ładnie się zaczyna dzień mojego debiutu w półmaratonie. Chłopaki żartuj± sobie, że ¶piewać to ja tam nie będę i nie ma się co łamać. Niby tak, jednak Oni już maj± jakie¶ do¶wiadczenie biegowe i po kilka maratonów na rozkładzie. W tym towarzystwie byłem niestety zdecydowanym żółtodziobem. Schodzę na dół do baru i proszę o kawę z ekspresu. Tzn. z trudem próbuję co¶ powiedzieć… Dziewczyna patrzy na mnie i z rozbrajaj±cym u¶miechem mówi:
- O Pan to już dzi¶ jest kolejn± osob± z takim głosem.
No tak, żebym jeszcze co¶ pił poza wod± i izotonikami. Dostaję kawę i chyba mój widok musiał być lekko żałosny bo na pytanie ile płacę usłyszałem odpowiedĽ:
- Eeee, nie trzeba, gratis.
Czytam gazetkę i dopijam kawę, po której na moment powraca mi głos. Wracam do pokoju, w którym trwa już przygotowanie do ewakuacji. Około 8.30 wyruszamy do Rudawy. Na trasie zaskoczenie. Widzimy wolontariusza kieruj±cego na półmaraton. Za chwilę na kolejnym skrzyżowaniu następny. To się nazywa organizacja. Parkujemy nieopodal miasteczka namiotowego. ٱka wypełnia się szybko samochodami. Powoli przypomina to jaki¶ parking przed wielkim supermarketem. Idziemy na mały rekonesans. Leki na gardło trochę pomogły i już jest znacznie lepiej z głosem. Paweł jednak przestrzega przed podbiegami, przewiduj±c, ze wła¶nie tam mogę mieć największe problemy z gardłem i oddychaniem. Ogólnie jednak czuję się dobrze. Przebieramy się, rozgrzewamy. Ustawiamy się z Mariuszem z tyłu stawki, natomiast Paweł kieruje się bliżej ¶rodka grupy. Jest słonecznie, a do tego wietrznie. Napięcie i atmosfera wielkiego ¶więta. Kto¶ z ogromnego strażackiego podno¶nika pstryka zdjęcia całej stawki. Spiker odlicza ostatnie minuty. Zakładam słuchawki i czekam wraz z ok. 1200 osobami na strzał startera…
Foto: na trasie ok 6-7 kilometr
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |