2009-04-21
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Biegnij po pomoc (Pruszków 19.04.2009) (czytano: 182 razy)

Mając w nogach 10 kilometrów z soboty nie liczyłem na wiele w kolejnym biegu na tym samym dystansie w Pruszkowie organizowanym dzień później. Biegnij po pomoc – bieg charytatywny na rzecz warszawskiego hospicjum dla dzieci nie zgromadził jednak zbyt wielu biegaczy. Na starcie biegu głównego stanęło wg numerów startowych 47 biegaczy (w tym tylko 4 panie). Myślę jednak, że wszyscy którzy się tam pojawili nie żałowali swojej decyzji. Miła kameralna atmosfera bliższa była rodzinnym piknikom niż wielkim zawodom, do tego dopisała tym razem pogoda. Zawodnicy mieli do pokonania 5 okrążeń po 2 km. Trasa prowadziła przez park wokół malowniczych stawików. Dookoła sporo ludzi odbywających poobiednie spacery. W takich warunkach, aż chce się biegać! I nie ważne atesty (w tym wypadku ich brak), i drobne niedociągnięcia organizatorów. W tym przypadku liczyły się chęci i cel imprezy. Tak jak wspomniałem o godz. 14.00 na starcie stanęło 47 zawodników. Ruszyliśmy i już po ok. 1000 m stawka podzieliła się na ścigaczy i pozostałych. Ja tradycyjnie starałem się trzymać swoje tempo i chyba nie było najgorzej, bo prawie przez dwa okrążenia widziałem przed sobą czerwoną koszulkę Adama z Maratonów Polskich. Każde z pięciu okrążeń przebiegłem w miarę równym tempem po ok. 10 minut z kawałkiem i już po 3 kółku wiedziałem, że mam szansę na swoją życiówkę. Duży plus dla organizatorów, którzy pięknie dopingowali biegaczy mijających kolejne okrążenia. Tam byliśmy przedstawiani z imienia i nazwiska i głośno dopingowani do dalszego wysiłku. Biegnący mogli skorzystać po każdym okrążeniu z wody jaką kilka osób podawało zawodnikom w kubeczkach. To sympatyczne i nie spotykane na tak krótkich dystansach. Bieg ukończyłem z czasem 0:51:53 co dało mi dużo satysfakcji i zapewne wrócę do Pruszkowa na kolejną (o ile się odbędzie) edycję tego biegu. Organizatorom życzę natomiast większej frekwencji, bo ta była największym minusem tego biegu. Szkoda, że tak mało osób stawiło się na starcie!!! Tak skończył się mój weekend biegowy, podczas którego przebiegłem 2 x 10 kilometrów w skrajnie różnych warunkach. Cieszę się, że wróciłem do biegania i choć ze zdrowiem jeszcze nie wszystko jest OK., to takie zawody potrafią solidnie naładować człowiekowi akumulatory. Teraz przede mną 40 dni treningów i gonienia straconego czasu. Na zawodach pojawię się dopiero 30 i 31 maja (Bieg Szczęścia i Mazowiecka 15-stka) i mam nadzieję, że majowa dwudniówka będzie jeszcze lepsza od tej kwietniowej.
Na zdjęciu mój start (nr 201) do biegu w zoo, dzień przed zawodami w Pruszkowie
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora Marysieńka (2009-04-21,11:37): Małe kameralne biegi maja swój niepowtarzalny urok...panuje na nich niemalże rodzinna atmosfera, dlatego chętnie na nie wracamy:))
|