2008-10-27
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| A co to znaczy nie przeginaj ;) (czytano: 174 razy)

Kiedyś Gosia Izydorek zadała mi pytanie: "a co to znaczy nie przeginaj"....
Puchatek zbliżał się wielkimi krokami, a ja wciąż mordowałem się z zatrucie niby wykonałem wszystkie akcenty, ale same rozbiegania to już gorzej wypadły, do Parzęczewa pojechałem z Monią i Mazurkiem, podróż była bardzo przyjemna wśród przyjaciół, troszkę zgubiliśmy drogę w Zgierzu ale w końcu trafiliśmy do Parzęczewa sporo przed czasem :) Pogoda była słoneczna i ciepła ale dosyć wietrzna a trasa przebiegała przez teren otwarty kalkulowałem na które miejsce mnie stać liczyłem bardzo mocno na podium i życiówkę w granicach 1h17 niestety braki treningowe powstałe po zatruciu, osłabienie i wiatr zrobiły swoje, do 15km biegłem całkiem dobrym tempem poprawiając swoją życiówkę na 15km o 44sekundy lecz potem zupełnie opadłem z sił i nabiegałem jedynie 1h19 zajmując 7 miejsce niby granica przyzwoitości przekroczona (1h20)ale niedosyt został, walczyliśmy także w drużynówce z początku zajmując 3 miejsce lecz po powrocie okazało się że był błąd w wynikach i to było 4 miejsce, ciekawostką było to jak Gosia Izydorek spełniła swoją obietnicę dając w twarz Dmuchowi: "najpierw spytałem ją jak jej poszło a ona nic nie odpowiedział tylko popatrzyła na mnie i potem na jakiegoś gościa w czapeczce (który powiedział no jestem) jeszcze raz zerknęła na mnie czy patrzę, a potem plask!!! :)
Tydzień później miałem start na Kabatach świeżo po połówce, planowałem łamanie 34min pobiegłem raptem 35:00 zabrakło sił na końcówce, najwyraźniej nie zdążyłem się zregenerować, niestety zaczęły się też problemy osobiste sport jest dla nich lekarstwem ale do pewnego stopnia ja dałem się namówić na start w Łomży aby się wyżyć i pomóc klubowi w kolejnej klasyfikacji drużynowej...
Nie można traktować organizmu jak worek treningowy wyżywając się na nim za problemy, to był mój trzeci start w ciągu dwóch tygodni ja nie potrafiłem sobie ze sobą poradzić nie wyczułem że organizm jest już zmęczony i następuje kryzys formy... pozwoliłem aby moje problemy zasłoniły to, trasa w Łomży była dosyć wymagająca sporo długich podbiegów i bardzo wysoka temperatura, poprostu żar lał się z nieba ja ruszyłem dosyć ambitnie na życiówkę wraz ze "Słonikiem" po trzech kilometrach poczułem że albo będę biegł takim tempem i nie ukończę albo zwolnię i jakoś dotruchtam .... na tyle rozsądku mi jeszcze zostało i zwolniłem niestety i tak się odwodniłem do mety ledwo dotruchtałem zygzakiem poczym zaproponowano mi karetkę, zająłem w sumie 10 miejsce i trzecie w kat wiekowej, to była głupota za którą mogłem zapłacić zdrowiem... Na osłodę wygraliśmy drużynówkę :)
Autor zablokował możliwość komentowania swojego Bloga |