2008-01-24
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| widzę ciemność (czytano: 131 razy)

w tym tygodniu wypadło mi biegać po ciemku. ponieważ prawie mi się to nie zdarza nie byłem przygotowany na bieganie w ciemnościach.
zachorował mi dzieciak, nie poszedł do przedszkola, siedziałem z Nim w domu do popołudnia aż żona wróci z pracy. dopiero wtedy mogłem wyjść potupać. we wtorek WB2, wyszedłem dopiero przed piątą. niebo było zachmurzone, prawie zaczynało się robić ciemno. po rozgrzewce kiedy zacząłem realizować część główną treningu było już ciemno jak w du..e. kałuże na drodze samochody z przeciwka oślepiają, ja nie mam czołówki tylko elementy odblaskowe na ubraniu i butach. jak w takich warunkach zasuwać po 4.20/km? nie cierpię takiego treningu, dużo stresu mnie kosztował, ale miałem wybór: wcale albo po ciemku.
wczoraj było trochę lepiej, tzn. wyszedłem o czwartej i niebo było czyste, to ciemno zrobiło sie trochę później, no i troszkę sniegu leżało, a ponieważ robiłem wycieczkę to biegałem w terenie nie asfaltem. ciemność jednak i tak mnie dopadła. ostatnie pół godziny biegłem po omacku. każdy krok stawiałem z obawą przed skręceniem kostki(11 razy miałem skręcone w sumie oba stawy skokowe). tym razem udało się, dotarłem do domu cały, zdrowy i zadowolony ze zrealizowanego trenigu. czasem zastanawiam się nad sensem takiego biegania, ale jestem tak cholernie uparty, że jak mam zaplanowany trening to prawie nic nie jest mi w stanie przeszkodzić w jego realizacji. pewnie to głupota, a może jednak pasja, a może jedno i drugie, a może to jedno i to samo ( tylko inaczej nazwane) pchają mnie w ciemność. BYLE MÓC POBIEGAĆ. to jest jak narkotyk, jak życiodajny tlen, już prawie żyć bez tego nie umiem. jestem uzależniony.
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |