2008-01-04
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Noworoczne truchtanie (czytano: 108 razy)

Jako¶ nie chciało mi się zbyt długo ¶więtować Nowego Roku. Sylwestra spędzali¶my w górach ze znajomymi ze studiów. o północy wyszli¶my na zewn±trz: był szampan, życzenia i fajerwerki, z tych najbardziej cieszyły się dzieci. nic nadzwyczajnego, stały rytuał sylwestrowo-noworoczny. przed pierwsz± położyłem się i o siódmej rano byłem już wyspany. reszta towarzystwa walczyła do trzeciej, teraz spali jak susły. wstałem, po cichutku sie ubrałem i wymkn±łem sie z domu na dziesięciostopniowy mrozik. cisza, spokój, żywego ducha nie widać, pięknie skrz±cy się ¶nieg przykrywa cał± okolicę. ruszyłem najpierw w górę drogi, do samego jej końca i z powrotem w dół, zbiegłem do Ujsół i wróciłem t± sam± drog± do naszej kwatery. tam prawie wszyscy wci±ż odsypiali nocne szaleństwa. wyk±pany czekałem aż towarzystwo zwlecze się z wyrek i przyjdzie na ¶niadanie. około południa siedzieli¶my już wszyscy przy posiłku. nikt kto mnie nie widział rano nie chciał uwierzyć, że jestem już po 15-to kilometrowej wycieczce noworocznej. nie wiedz± co stracili.
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |