2014-01-30
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Góry, o górach i po górach. (czytano: 547 razy)
PATRZ TAKŻE LINK: https://picasaweb.google.com/110096145722592118022/BielskoSzczyrk252601201402

11 dni bez słodyczy na razie działa z odwrotnym skutkiem - przytyłem 0,8 kg, mimo ostrych treningów na mrozie i wypadu w Beskid Śląski. Ale będę ciągnąć to dalej, bo inaczej pewnie byłoby jeszcze gorzej.
Wedle prognozy jutra koniec mrozów, i dobrze bo na wałach ślisko i niebezpiecznie. Szkoda, że nie było we Wrocławiu prawdziwej, śnieżnej zimy. By ją zobaczyć trzeba się trochę najeździć po Polsce.
W poprzedni weekend nawet w górach nie trafiłem na śnieg w odpowiednich ilościach. Pojechaliśmy z Agi do Bielska-Białej, i stamtąd przez Szyndzielnię i Klimczok do Szczyrku. Śniegu malutko, prawie nic. Byłem zawiedziony, niepotrzebnie targałem stuptuty.W Szczyrku nocleg, Agi nie miała ochoty wchodzić na Skrzyczne, za to ja postanowiłem się tam udać, tyle że miałem już mało czasu. Na początku niebieskiego szlaku już się pogubiłem, niestety byłem bez mapy co mi trochę pogorszyło sytuację. Dotarłem na stok, i parłem nim do góry. Potem wlazłem na trasę rozgrywanej tego dnia Zamieci(bieg 24h na pętli 13km), i już tą trasą dotarłem na Skrzyczne. O zmroku. Spotkani turyści dziwili się, że nie mam latarki. Też nie cieszyłem się z tego powodu. Poza tym, za lekko się ubrałem, jak na -20 panujące wtedy na szczycie. Dokładając do tego porywisty wiatr i moje ubranie - cienkie legginsy, termoaktyw plus lekka kurtka-o grubości może 1mm. Postanowiłem nie tłuc się nawet szlakiem i zbiegłem w dużej częśći stokiem. Obsługa ratraków musiała się dziwić widząc wariata pędzącego z dużą prędkością po naśnieżonym stoku. Niestety śnieg był ubity i nie bieło się fajnie. Jak wracałem było już ciemno, a ja ledwo żyłem, łapy odmrożone, standard, muszę kupić nowe rękawiczki, i na pewno nie takie przeznaczone do biegania, raczej coś przeznaczonego do używania na antarktydzie.
Najgorzej było już w Szczyrku, gdzie już totalnie zmęczony prawie bym się wywrócił na zamarzniętej kałuży. Dotarłem do pensjonatu i 3 godziny nie mogłem dojść do siebie, następnym razem w górach będę lepiej przygotowany na trudne warunki pogodowe.
W niedzielę leniwie wstaliśmy o 7mej, na 8mą do kościoła i powrót do Bielska najszybszą trasą, przez schronisko Klimczok, Kołowrót i Cygański Las.
Wyjazd ogólnie udany, niedziela okazała się łaskawsza jeśli chodzi o pogodę, w sobotę widoczność była mocno ograniczona. Ogólnie w górach niewiele osób, tylko w schroniskach nie wiadomo skąd się nadle brały całe tłumy.
Tak więc kolejne góry obczajone, do biegania nawet nie najgorzej się nadają, następny w kolejce jest Beskid Żywiecki. A przedtem weekend w Zakopanym.
W linku fotorelacja z wycieczki
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu |