Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [51]  PRZYJAC. [27]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
tygrisos
Pamiętnik internetowy
Cel - triathlon

John Bravo
Urodzony: 1984-05-12
Miejsce zamieszkania: Poznań
43 / 83


2010-08-10

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Mój pierwszy raz :) (czytano: 816 razy)

PATRZ TAKŻE LINK: http://picasaweb.google.pl/Aqualani/PierwszyWiniecTriathlon7082010#slideshow/5503083952158885938

 


Jestem triatlonistą :)) I jestem z tego startu bardzo zadowolony z wielu powodów.


Wyjechaliśmy z Kiciosem z Poznania o 14 mając nadzieję dotrzeć w 4 godziny do Wińca, jednak korki w każdej większej miejscowości spowodowały, że dotarliśmy na miejsce dopiero o 20. Pomimo tego, podróż upłynęła nam lekko i przyjemnie a najciekawsze było to, ze z każdą godziną temperatura była coraz większa i to wcale nie w przenośni. Pod koniec osiągnęła 26 st.C. W Wińcu zostaliśmy powitani po gospodarsku, pozwolona nam się nawet wykąpać po podróży w wynajętym, ale jeszcze nie zamieszkałym pokoju za co serdecznie dziękuję dyrektorowi zawodów - Krzysztofowi Szwedzikowi. Później przygotowaliśmy samochód do spania - mieliśmy dużego dostawczaka, który okazał się idealny na taki wypad i swoim zwyczajem pobuszowaliśmy jeszcze trochę po okolicach. Zawsze kiedy tak buszujemy, odczuwamy tę samą radość z wrażeń, których dostarcza nam pobyt na łonie natury.



Wstałem o piątej i być może wykonywałem dużo więcej czynności, ale jedna utkwiła mi głęboko w pamięci... :) Jeszcze w tej chwili, na samo wspomnienie o tym robie się wyraźnie zły i agresywny. Przypomniało mi się wtedy, że moje tylne koło w rowerze jest lekko niedpompowane więc postanowiłem je napompować. Wydawało by się, że miałem przed sobą najzwyklejszą w świecie czynność, zwłaszcza dla posiadacza roweru. Tu nie trzeba być triatlonistą ;) Odkręciłem zatem plastikową nakrętkę, odbezpieczyłem zawór wentyla, nałożyłem pompkę i zacząłem .... coś, co mnie w......o do czerwoności :)) Mianowicie po paru ruchach wentyl, a raczej ten złośliwy mały zaworek, puszczał powietrze z powrotem i to z takim impetem, że rekord odległości w locie tłoku pompki po wystrzale jak z butelki otwieranego szampana wyniósł ponad 3 metry :D. Męczyłem się tak ponad godzinę w końcu odpuściłem, bo wiedziałem, że bez "nakręcanej" pompki nic nie zdziałam. I od razu zjawił się posiadacz takiej pompki, dosłownie wyrósł spod ziemi i jeszcze sam mi napompował obydwa koła. Naprawde byłem niezmiernie wdzięczny temu facetowi i odetchnąłem z wielką ulgą :) Jednak kiedy patrzę na swoje zdjęcia z triatlonu to wyraźnie widze takie napięcie przed startem i złość w swoich oczach. Nie wiem, może potrzebowałem podświadomie nakręcić się do tych zawodów a że nie mając do tego jakiejś logicznej koncepcji - takowa wypłynęła sobie sama :) Pewnie dlatego te dwie godziny triatlonu były od samego początku do samego końca takie jak powinny być, jak chciałem, żeby były.



Sama organizacja perfekcyjna, cała ekipa obsługująca w jednakowych żółtych koszulkach. Komunikacja na najwyższym poziomie - Krzysztof Szwedzik na bieżąco - przez mikrofon - informuje o tym, co, gdzie, kiedy i w jakim czasie. Na terenie Rancza Winiec chodzą ludzie i z mapką w ręku objaśniają - prawie że każdemu z osobna - jak przebiega trasa rowerowa i biegowa. Wiadomo, w nocy była burza, spadło dużo deszczu więc - żaden człowiek z obsługi zawodów tego wprost nie powiedział, ale z pewnością by się podpisał ;) - trasa rowerowa miejscami jest niezgodna ze standardami triatlonów :) Na trasie tej, jaka by nie była, w prawie każdym kluczowym momencie stał ktoś ze służb miejscowych - policji, leśnictwa, straży pożarnej, ale byli też zwykli "cywile", przynajmniej tak mi się wydawało - wskazując odpowiedni kierunek. Były jednak miejsca na trasie rowerowej, że zastanawiałem się, czy dobrze jade. Z resztą nie tylko ja, ale na końcu okazało się, że każdy z uczestników nie dość, że ukończył triatlon, to nie pomylił trasy, także SUPER !



Zakładam czepek na głowę, i patrzę na innych jak robią to samo i jak się rozgrzewają. Moją największą motywacją startu w tym triatlonie była chęć przeżycia sportowej przygody, chęć doświadczenia dużego wysiłku a jednocześnie radość z tego, że do końca chce mi się biec, czyli takiego uczucia mocy. Od początku więc z ciekawością przyglądam sie innym i próbuje zgadnąć co nimi kieruje. Ale na przykład, zamiast tego zauważam, że wszyscy mają odkryte uszy w tych czepkach, co mnie troche dziwi. Ja nigdy nie pływam w czepku, mozna powiedzieć, że w ogóle nie pływam, ale jak już musiałem założyć go na głowe to chciałem mieć z tego jakąś korzyść. Wymyśliłem więc, że nakryje sobie uszy tak szczelnie, żeby nie wpadła mi do nich woda, bo albo tylko mi wlatuje woda do uszu podczas pływania, albo tylko mi później tak przeszkadza. I udało się, czepek okazał się idealnie szczelny ;) Natomiast po raz pierwszy wlatywała mi woda przez okulary właśnie ze względu na ten czepek - zwyczajnie nie dolegały idealnie do czoła.

Padł strzał i wszyscy ruszyli do wody. Nie było żadnego ścisku i wszyscy spokojnie w ustalonej kolejności rozpoczęli pierwszy etap triatlonu :) Ponieważ miałem tylko dwa tygodnie na przygotowanie sie do triatlonu (trzeci miałem wolny ze względu na kostkę która bolała w każdej konkurencji :D) przepłynąłem treningowo 7,5 km. Zatem wiedziałem, że popłynę żabką, bo kraulem będę sie tylko męczył. Płynęło mi się świetnie - spokojnie, równym tempem i z ta zaletą, którą daje żabka, że przesuwałem się na wodzie idealnie w kierunku wielkiej żółtej boji ( nie wiem, czy to świadomy zamysł organizatorów, ale mi bardzo się spodobało, że boja jest dokładnie tego samego koloru, co koszulki obsługi zawodów ), oddalonej o 500 m. I mogłem spokojnie obserwować, co się dzieje na wodzie ;) Kiedy pierwsi triatloniści mijali mnie po okrążeniu boji wyliczyłem sobie, że jestem siódmy albo ósmy. Dlatego byłem zdziwiony, kiedy oglądałem oficjalne wyniki, z których wynikało, że miałem 14 czas. Dopiero później załapałem, że czas pływania kończył się kiedy przebiegało się z rowerem przez bramkę - rozpoczynając etap kolarski. A ja przebierałem się (dosłownie) ok 4 min. i w tym czasie minęło mnie aż 4-5 uczestników. I to jest fajna nauka, kiedy za rok główną moja motywacją będzie rywalizacja a nie przygoda :)) Mój czas z przebraniem 23:30, czyli ok 20 min samego płynięcia i naprawde jestem bardzo zadowolony :) W ogóle przed triatlonem założyłem sobie, że jak złamie dwie godziny to traktuję to jako duży sukces :) Nie miałem jednak wtedy pojęcia o czasie bo Kicios zapomniał włączyć garmina :P


Wyjazd na trase rowerową przebiegł całkiem spokojnie. Jednak tego etapu obawiałem się najbardziej. Wiedziałem już że odcinkami trasa będzie trudna a ja nie mam trekingowego roweru. Ale to nie chodziło tylko o to, było paru takich, co jechali na szosówkach, a więc jeszcze cieńszych kołach. Mam zwyczajną traumę do jeżdżenia rowerem w warunkach, w których trzeba uważać, żeby nie fiknąć kozła. Już w wieku 7 lat, dzień przed rozpoczęciem 1 klasy, czyli w ostatni dzień wakacji miałem wypadek na rowerze, który skończył się wstrząsem mózgu i pobytem w szpitalu. A w tym roku ręka w gipsie. Także w lesie jechałem asekuracyjnie, ale za to tam gdzie mogłem wciskałem do dechy, zwłaszcza pod górki. Zauważyłem w Bieszczadach, że mam jakąś zwiększoną wytrzymałość przy wjazdach do góry, ponieważ na końcu pokonałem samego lidera wyprawy przy wjeździe na Golgotę, choć na płaskich odcinkach tak dobrze mi nie szło. Na samym początku drugiego etapu wyprzedziłem dwóch kolarzy i trochę byłem zdziwiony, że odpuścili. Później jechałem dalej i jakoś mijałem te kałuże i błoto, raz nawet zszedłem z roweru widząc jak moje opony kontrolnie puszczają oko, że tym razem - NA PEWNO - nie dadza rady przejechać. Zupełnie samemu minęło mi 10 km, ale gdzies na 15 km zamigaly mi dwie sylwetki - kobieca i męska. Podczas wysiłku nie myśli się zbyt logicznie, energie pochłaniają mięśnie - więc nawet nie chce mi się zastanawiać kto to jest, czy np jestem w stanie przypomniec sobie twarz osób, które są przede mną. Po pewnym czasie mam ich na widelcu, sa jakieś 25 m. przede mną. Ale znów zaczyna się las :)) I tak, jak się do nich zbliżałem, tak zaczeli mi sie oddalać, aż w końcu, własnie wtedy, kiedy musiałem zejść z roweru - straciłem ich z oczu. A to była Ela, jak się później okazało, gdybym wtedy wiedział, to chyba bym jednak ich dopadł :)) Kończę rower, jestem naprawde zadowolony, przede wszystkim dlatego, że przyjechałem cały :)) ale równiez dlatego, że pomimo wszystko jechało mi się fajnie, czułem moc w nogach, chociaz raz dała o sobie znać moja kostka, jednak to szybko mineło. Czułem tez, że mogę biec, że nie padam ze zmęczenia i to było fajnie. Średnia prędkość powyżej 26/h i tez jestem z tego zadowolony. Pozwoliłem sobie może na pół, może na minutę przerwy pochyliłem się trochę żeby naciągnąć grzbiet i trochę wypiłem. I poleciałem, zapominając zdjąć okulary, w których dobiegłem do mety. Tydzień przed triatlonem zrobiłem sobie sprawdzian kolarsko-biegowy - przejechałem 30 km - rzuciłem rower Kiciosowi i tez poleciałem :) Wtedy jednak jak zupełny wariat zacząłem tempem ok 4:15 / km. I to nie dlatego, że tempo było jakieś oszłamiające dla mnie, tylko że ja biegając w tenisówkach - przebiegałem wtedy tylko ok 4 km podczas treningu a wtedy miałem przed sobą 9. Spasowałem wtedy po 7,5 i byłem tak zajechany, jak dawno nie byłem, kończąc ostatnie 3 km na 5:30. W sobotę więc - po zejściu z roweru - zacząłem powoli, garmin pokazywał 5/km.

Dwa, trzy pierwsze km to koszmar, prawie ciągle pod jakieś górki. Pomimo wolnego tempa czuję, że i tak bym chyba nie dał rady szybciej :) Mijam jednak kolejnych dwóch zawodników. Nie zakładałem w Wińcu ścigania, to jednak odczuwałem przyjemność kiedy kogoś wyprzedzałem ;) Biegnę spokojnie, zmierzając najzwyczajniej do celu, którym jest ukończenie triatlonu. Z każdym km jest już coraz lepiej, choć przez parę z nich zmagam się z kolką i to jest dla mnie nowość, bo ja pamiętam kolki z dzieciństwa. Ale jakby nie wpływa to na bieg, po prostu odczuwam dyskomfort. Chyba na szóstym km słyszę że mnie ktoś dogania. I tu nie już poczułem żadnej przyjemności ;) Postanawiam jednak pociągnąć za nim, chociaż tempo jest dużo wyższe, niż moje dotychczasowe. Garmin pokazuje 4:15, zaczynam czuć, że nie dam rady i 500 m przed metą odpuszczam. Ale cieszę się, że pociągnąłem ponad dwa, że zwyczajnie dobrze rozłożyłem siły i stac mnie było na samym końcu na to, żeby serce waliło na maxa :) Wpadam na metę zadowolony, dostaje medal, Kiciosek :) robi foty i chyba rzuca się mi na szyję. Jestem naprawde szczęśliwy, bo złamałem dwie godziny a do tego czuję się naprawde dobrze i nic mnie nie boli. Czas wychodzi całkiem nieźle - srednio 4:30 / km - nawet jestem trochę zaskoczony. Nie biegłem w tenisówkach, nie dałbym rady przebiec 9 km tym tempem w takich butach. Jeszcze nie teraz. Chociaż wczoraj przebiegłem właśnie w ten sposób najdłuższy dystans, jaki dotychczas dałem rade bez amortyzacji - też 9 km, ale w spokojnym tempie rozbiegania.


Jestem bardzo zadowolony na mecie, wskakuje do jeziora, żeby sie ochłodzić, czuje się naprawde świetnie. Cieszę się, że się zdecydowałem na ten start. Tytuł mojego bloga brzmi: "Cel - triatlon" Własnie go zrealizowałem, chyba więc będę musiał go zmienić. I cel i tytuł ;) "Oficjalny", pierwszy mój start miał być za rok, chciałem przez zimę popływać i pobiegać mocniej, bo w tym to ja za dużo nie pobiegałem i nie pływałem wcale. Ale nadarzyła się świetna okazja w świetnym miejscu i ze świetnymi uczestnikami, którą wykorzystałem i tylko to się liczy. Cała grupa była mocna - wszyscy ukończyli zawody i w granicach, bodajże, 35 min wszyscy zameldowali się na mecie.

Zostaliśmy do niedzieli, choć z barku pogody wyjechaliśmy już o 10 i tym razem podróż zajęła nam 4 godzinki. Nadzialiśmy się jednak na radar, jeszcze na Mazurach ale i tak statystyka jest dla mnie łaskawa - już nawet nie pamiętam kiedy poprzednim razem dostałem mandat za przekroczenie prędkości.
Cały wyjazd był super, start jeszcze lepszy, nic tylko trenować do następnego - za rok :)







Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicy

Dodaj komentarz do wpisu


Rufi (2010-08-10,09:06): Super relacja, jej ale bym chciala to jeszcze raz przezyć :-) Własnie to jest w triatlonie niesamowite :-) Jak się rozpoczyna bieg to cierpisz i przyrzekasz ze nigdy wiecej a potem jak sie odblokuje to jest BAJKA :-) GRATULACJE! Chyba wszyscy sa zadowoleni z wyników. Po prostu jestesmy twardziele :-) Nie ma że to tamto :-)
tygrisos (2010-08-10,09:23): Skoro tak Rufi mufi to tak musi być :)))
Darek Ł. (2010-08-10,18:43): Serdeczne gratulacje.







 Ostatnio zalogowani
gadom1990
10:20
VaderSWDN
10:19
Patriszja11
09:35
mirek065
09:34
placekjacek
09:28
Admirał
09:22
Wojciech
09:13
filips1
09:08
martinn1980
09:06
kostekmar
09:05
BOP55
08:50
chris_cros
08:37
mariuszkurlej1968@gmail.c
08:32
pamać
08:25
platat
08:16
jankos6
08:14
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |