2009-08-24
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| lepiej późno niż wcale czyli relacja XIX Biegu Powstania Warszawskiego (czytano: 294 razy)

Dnia 25 lipca 2009 wybieram się w stronę Warszawy na XIX Bieg Powstania
Warszawskiego. Podróż do stolicy odbywa się spokojnie. Po przesiadce w
Poznaniu przed 13 docieram na miejsce. Na dworcu czekają na mnie Robert
i Marcin. Są to moi dobrzy znajomi z obozu w Szklarskiej Porębie gdzie
szlifowałem formę z Piotrem Mańkowskim i Małgorzatą Sobańską.
Po podróży jestem, trochę zmęczony i głodny. Do biegu zostało niecałe 8h.
Decydujemy się na jakiś dobry obiad złożony z węglowodanów, czyli pyszny
makaron. Po uzupełnieniu płynów i energii udajemy się do muzeum Powstania
Warszawskiego. Bilety są tanie, a muzeum prezentuje się całkiem okazale.
Odnowione mury oraz multimedialny środek z dużymi telewizorami oraz
prezentacjami multimedialnymi robią na mnie ogromne wrażenie. Po drodze
można zbierać kartki z kalendarza opisujące kolejne wydarzenia Powstania
Warszawskiego. W jednej z wielkich sal znajduje się replika dużego polskiego
samolotu. Muzeum jest nowoczesne, przez co sprawia, że zwiedza się je z
zapartym tchem.
Po zwiedzaniu wybieramy się przejechać trasą biegu. Chciałem zobaczyć
strategiczne miejsca, gdzie można stracić a gdzie zyskać kilka cennych sekund.
Po objechaniu trasy udaliśmy się do sklepu po drobne przed startowe
jedzenie. Następnie wraz z Robertem pojechaliśmy do jego mieszkania, bo do
biegu zostało około 4h. Trzeba było zrobić jakąś krótką drzemkę oraz odpocząć
przed ciężką walką na trasie biegu. Mój sen był kiepski, ale odpocząłem.
Około 19:30 zaczęliśmy się ubierać oraz zbierać powoli na start, musieliśmy
dojechać około 13km do stadionu Poloni gdzie była usytuowany start biegu.
Na miejscu byliśmy wcześnie, aby wykonać rozgrzewkę oraz aby dobrze się
rozciągnąć. Jak zwykłe na początek zrobiłem 2.5km truchtu oraz kilka rytmów,
następnie zaszyłem się w parku aby zrobić gimnastykę w której nie lubię jak
ktoś mi przeszkadza. Do startu zostało ponad 20min, potruchtałem spokojnie
na start gdzie spotkałem mojego dobrego znajomego Marka Troninę (dyrektor
Maratonu Warszawskiego) oraz jego żonę Alę. Przed starem widziałem jeszcze
wielu znajomych. Ustawiłem się z przodu prawie 3tys. tłumu, który równo o
20:45 miał wystartować do biegu na dystansie 10km. Start do biegu dał jeden
z zasłużonych kombatantów Powstania Warszawskiego.
Trasa biegu prowadziła centralnymi ulicami Starego i Nowego Miasta, gdzie
w 1944 r. także odbywały się walki powstańcze. Początek był naprawdę
mocny. Czułem, że utrzymuje się w pierwszej dwudziestce biegu. Biegło mi się
jak nigdy bardzo dobrze a to za pewne za sprawą mocnego dopingu
Warszawiaków na ulicach miasta. Pierwsze 5km zrobiłem, w 16:49 co rokowało
na dobry wynik na mecie. Po półmetku goniłem kolejnych zawodników, biegło
mi się luźno, ale mocno. Po 8km miałem dobry międzyczas i wiedziałem że na
mecie zamelduje się z nową życiówką. Jeszcze tylko 1.5km i 500m podbiegu
i będę na finiszu. Dubluje kolejnych zawodników, omijanie takiego tłumu jest
naprawdę trudne, powoduje, że traci się cenne sekundy. Wbiegam na metę
patrzę na zegarek 34:11 życiówka na trudnej trasie poprawiona o 37sek.
Moje zadowolenie jest wielkie a staje się jeszcze większe, gdy dowiaduje
się, że zajmuję 9miejsce open w prawie 3tyś tłumie. Zaraz po biegu odbieram
medal oraz dyplom oraz uzupełniam niezbędne płyny gdyż bieg dał mi mocno
w kość. Oglądam jeszcze przez dłuższy czas wbiegającyh biegaczy. Sam robię
jeszcze lekkie roztruchanie i spokojną gimnastykę a następnie wraz z
Robertem wracamy do domu, aby się odświeżyć.
Po chwili odpoczynku wracamy do centrum, aby spotkać się towarzyszami z
obozu sportowego ze Szklarskiej Poręby. Wymieniamy poglądy na temat trasy
oraz samopoczucia podczas biegu. Rozmowy nie mają końca. Następnego dnia
przed południem wybieram się na spokojne truchtanie do centrum Warszawy.
Po 13km wracam do Roberta, aby się spakować i wracać do domu po swoim
wielkim sukcesie. Bieg uważam za bardzo udany gdyż zająłem świetne
9miejsce oraz poprawiłem swoją życiówkę.
Chciałbym podziękować za te sukcesy mojemu sponsorowi firmie Meblat
(www.meblat.eu) oraz ludziom którzy przyczynili się do tego sukcesu.
Piotrek Ślęzak
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora Renia (2009-08-27,18:21): GRATULUJĘ wspaniałego wyniku i poprawienia życiówki na historycznej trasie. To podwójny powód do dumy:) akrass (2009-08-27,18:43): a dziękuje :D golon (2009-09-24,22:43): kurde no świetny wynik nabiegałeś długo nie będę mógł Cie podgonić pewnie ! świetna życiówka
|