2007-04-23
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| maraton? uwielbiam! czyli o wyższo¶ci gadania nad bieganiem (czytano: 182 razy)

jeszcze niedawno trudne do wyobrażenia stało się prawdziwym. przebiegłem dwa maratony tydzień po tygodniu, a trzy w jednym miesi±cu. czuję się ¶wietnie, nic mnie nie boli i chcę jeszcze.
główna w tym zasługa wczorajszego, lajtowego Wrocławia. Nie przypominam sobie tak przyjemnego biegania. może w ubr. w Poznaniu, ale tam jak pacemaker musiałem dbać o ludzi. w Wrocławiu spokojnie mogłem sie po¶więcić... dyskusji.
zacz±łem bardzo spokojnie razem z Kuflem. chwila rozmowy z Alkiem Sz. z Katowic i dogonili¶my grupę na... 4:40. tu bieglismy a wła¶ciwie gadali¶my dłużej, a gdy trucht nam się znudził popędzilismy przed siebie, doganiaj±c Mirka L. z Wałcza i Zenka T. z Obornik. Ponieważ wszyscy zwykle biegaj± znacznie szybciej, czas mijał nam mile na około maratońskich opowie¶ciach. szczególnie duzo historii znał Mirek, który zwiedził cał± Europę. przy okazji dałem się namówić na jesienny maraton w Koszycach (Arti wybacz) i wspólne łamanie 3:10. To znaczy ja łamię a Mirek mnie prowadzi. Po jakim¶ czasie dogonilismy grupę na 3:50 z Viperem i Gudosem, a przede wszystkim Andrzejem R. z Hajnówki. To ten "dziad" co wygrywa kategorię M50 z czasami poniżej 2:50! niesamowity facet. przegadali¶my z dwie godziny! ostatnie trzy km to sprint z Zulusem i Damkiem i triumfalnym ;) wbiegnięciem na rynek. st±d czas 3:47 brutto (3:45 netto), trochę lepszy od grupy, która dotarła na zaplanowane 3:50.
teraz wiem, dlaczego wolne bieganie maratonów nie musi być nudne :)
***
na fotce obok finiszujemy na rynku.
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |