2007-12-10
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| (czytano: 113 razy)

Weekend… pod znakiem… biegania…
Sobota… 13km + sprawno¶ć… chore obwody… 10 ćw. po 25” przerwa 10’’… i tak 4 serie… potem jeszcze piłki lekarskie… 10 ćw. po 20 powtórzeń…. jednym słowem Zbyszek (mój trener) to kat… zakwasy niemiłosierne na całym ciele… i ¶mieje się ze mnie ze jestem w chuj gruby… :/ … zreszt± słusznie…
Cieszę się… niemiłosiernie… przyjechał do K-ce… on daje mi siłę do treningu… a przede wszystkim pokazał mi…, jaki jestem słaby… beznadziejny… ile pracy… ciężkiej pracy… mnie czeka…
Niedziela… wybieganie… 25km… zajechałem się… raczej zostałem zajechany… 40 min. biegam bez problemu… potem jest już nie wesoło… a biegali¶my po 4.20-4.30…
Biegłem tylko i wył±cznie sił± woli… dobrze, że mam tak± mocn±… inaczej po godzinie bym powiedział… a idĽ pan w ch…… nie biegnę
Wydolno¶ciowo… jest nieĽle… trudno się biega z plecakiem piętnasto kilowym… a raczej z opon± … a ta opona… jest na miejscu gdzie powinienem mieć mię¶nie brzucha… zmienię to do końca miesi±ca…
Obiecałem to sobie…
Układam sobie ŻYCIE… mam nadzieje… TY wiesz!!!
CIESZE SIĘ ŻE TO CZYTASZ
W my¶l zasady: DO UTRATY TCHU…
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |