2008-10-13
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Maraton Poznański – niesamowita plama i ogromna lekcja pokory (czytano: 392 razy)

Na maraton Poznański zgłosiłem się jako jeden pacemakerów aby poprowadzić razem z Mel i Robajem grupę na wynik 4:20 metod± Galloweya (dodam, że to pomysł autorski Mel)
Podejmuj±c się pacemakerowania grupy na 4:20 byłem pewny na 110%, że to zadanie to kompletny luzik. Maratony, które biegłem w tym roku na tzw. zaliczenie, zawsze kończyłem w poniżej 4 godzin, a tegoroczna życiówka to 3:37. Niestety wczorajsza rzeczywisto¶ć okazała się dla mnie bardzo brutalna i okrutna , dostałem niesamowit± lekcję pokory. Musiałem zej¶ć z trasy na 34 kilometrze, maraton ukończyłem, ale o czasie lepiej nie wspominać. Kurcze... tylko dlaczego akurat spotkało mnie to podczas tego maratonu.
Oczywi¶cie z pacemakerowania zostałem wyleczony raz na zawsze.
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora Katarina (2008-10-13,13:17): eeee, trzeba było trzymać się wersji, że Twoim zadaniem było doprowadzić grupę do 34 km ;) a potem przekazać pałeczkę ;) cóż... jak już gdzie¶ wspomniałam, często pozornie łatwiejsze zadanie okazuje się tym trudniejszym :) ale GRATULACJE! pokonałe¶ przeciwno¶ci i dotarłe¶ do METY!!!! AgaR. (2008-10-13,13:44): Ja również gratuluję... Bo tak na prawdę najciężej jest wytrwać kiedy jest kryzys...wytrwałe¶ :) TREBI (2008-10-13,14:35): Co¶ takiego Marek każdemu może się zdarzyć. Maraton to nie bułka z masłem . I nawet ten biegnięty na luziku może Nam zafundować niejedn± niespodziankę.
Wykuruj się do końca i do zobaczyska w Kaliszu.
Pozdrawiam serdecznie:) Aga Es (2008-10-18,14:50): Takie rzeczy s± nam potrzebne.U¶wiadamiaj± nam nasze ograniczenia i ucz± pokory.To prawda.Cóż to zawsze jakie¶ nowe do¶wiadczenie,Marku:)
|