2008-07-23
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| gdyby tylko chciało mi się tak jak się nie chce…. (czytano: 322 razy)

… z łatwością sięgnęłabym po minimum olimpijskie, w dwóch dyscyplinach przynajmniej ;) tak strasznie trudny okazał się akt zwleczenia z kanapy, nadludzki wysiłek to zawiązanie butów. najwyraźniej za bardzo do serca wzięłam sobie te wakacje ;) nikt jednak nie wspomniał o rezygnacji z treningu. Rajsko miało być i będzie, to choć na krótkiej trasie, proponuję, nie, biegnijmy przez Swoszowice, przekonywał Marek. to odpuszczamy Kosocice. kompromis.
noga za nogą, wydaje się, że stoję w miejscu. odwracamy uwagę od ciężkiego biegu, ba, za dużo powiedziane, ciężką rozmową o rozwoju technologii, biopaliwach, operacjach plastycznych... pod górkę, z górki, tym razem psy są uwiązane, hehe, dobrze im tak. ostatnim razem jak tu byłam, nie pozwoliły biec, markowanie rzucania czym popadnie na nie nie działało, z resztą nie liczyłam na to, ale na odniesienie efektu na właścicielce. niech się przestraszy i swoje pieszczochy pilnuje, bo wyraźnie mają ochotę na moją łydkę :P
uff, wreszcie, zostało jakieś 2km i koniec. po co mi to? umieram, nie zgadzam się na przedłużenie trasy. To co, że ciągle tak samo biegniemy, ja już mam dość.
wtem zza zakrętu wyłania się ryczący potwór. stoi niepewny kierunku, waha się. NIE! dostrzegł nas! potwierdzają to wszelkie nadawane przez niego sygnały. ślepia błyszczą złowrogo, kły rządne świeżej krwi, ostre macki rozpoczynają szalony taniec. NIE DAMY SIĘ! W NOGI!!!! rzucam się do ucieczki. wydłużam krok. potwór przyspiesza. obracam się szybko. nieuchwytna chwila wystarcza by utwierdzić się w przekonaniu. Tak! WIAĆ! przerażający stwór połyka wszystko na swojej drodze, nikt i nic nie ma szans uciec przed straszliwą żarłocznością. szybciej, szybciej! hałas za mną narasta, jest coraz bliżej! tuż tuż, już! AAAAA! RATUNKU!!! skok w boczną uliczkę ratuje mnie przed pożarciem...
...przez maszynę czyszczącą ulicę :P panowie w kabinie pomachali na do widzenia :)
hehe ;) to się uśmiałam jak nigdy wcześniej ;) ścigałam się w najróżniejszych okolicznościach: pieszo z pieszymi, rolkarzami, niedzielniejszymi rowerzystami, podobnie na rolkach, na rowerze z kolarzami i traktorami ;), nawet samochodem z innymi samochodami :P na: kto pierwszy ruszy ze świateł ;) różne okazje wykorzystywałam ale pierwszy raz zdarzyło mi się „ścigać” z czyszczarką. hihi, trafiło mi się jakieś 4min przedniej zabawy, ok. kilometra. każde wydłużenie kroku to kolejny zgrzyt skrzyni biegów i jeszcze większa motywacja do przyspieszenia, lekko, przyjemnie, jakby bez wysiłku. jaki morał? mogłabym po prostu rzecz zignorować a jednak zachciało mi się głupot, zapomniałam, że nie mam sił, zniechęcenie zniknęło, leń umknął. nie chciało mi się zwyczajnie, wychodowałam sobie ten gatunek niechcemisia, któremu po prostu nie chce się dla zasady. ciekawa sytuacja zmieniła nastrój w mig, nastawienie, motywacje. warto czasem się ruszyć :D
tak z okazji setnego wpisu :) STO LAT !!!!
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora Marfackib (2008-08-12,13:57): Sto lat, a może i lepiej :-))
|