Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [28]  PRZYJAC. [55]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
Katarina
Pamiętnik internetowy
fortuna favet fortibus

Iza C
Urodzony: 1980-09-21
Miejsce zamieszkania: Kraków
98 / 145


2008-06-23

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
13 Maraton Nocny - Boguszów Gorce 20-21.06.2008. Powitanie lata :) (czytano: 388 razy)

 

od niedawna towarzysz Sudeckiej Setki. ta na początku impreza typowo pieszo-rajdowa, dwudniowa. wyewoluowała w kierunku wydarzenia bardzo biegowego, ektremalnego bo po górkach i w nocy.... :) hmmmmmmmm.... i jak tu nie spróbować sił w tej jednej z najbardziej masochistycznych imprez? z pewnością to sama czołówka.

bo jakże inaczej? skoro po pierwsze startujemy o 22. kierunek -> las. na dystansie maratonu 1,5km asfaltu (tylko i o to właśnie chodzi :)). górskie ścieżki, jak to górskie ścieżki, poprzecinane wąwozikami, dziurami wypłukanymi przez wodę, najeżone luźnymi kamieniami, mniejszymi, większymi, usypującymi się spod stóp, kusząc niezdrowym wygięciem, skręceniem, co najmniej mało przyjemną wywrotką... wielokilometrowe, niekończące się podbiegi, ostre, nierówne zbiegi, wyrastające znikąd korzenie czyhające na nieostrożnego biegacza...

trasa wije się, skręca znienacka... jeszcze niedawno jaskrawa strzałka wskazuje drogę... omiatam lamką okolicę, cicho... gdy biegnę sama, nikogo za mną ani przede mną, tylko odgłosy nocy i dźwięk mojego oddechu, tupot nóg... jakby cała armia goniła mnie w ciemnościach... obracam się niespokojnie... ale to tylko ja i echo... jest! spokojnie mogę biec dalej, to znów na koniec pamięć ze zmęczenia płata figle, na rozstaju cofam się nieco, bo nie pamiętam, który kierunek wskazała... muszę sprawdzić.

a zaczęło się tak niewinnie... końcowe odliczanie, START i wśród efektów specjalnych: sztucznych ogni :) oklasków licznie zgromadzonych kibiców (chyba całe miasteczko wyległo na ulice po raz kolejny odprowadzić wzrokiem kilkuset szaleńców ;)) pętelka po ulicach (góra dół góra dół, tam to mieszkańcy muszą mieć kondycję ;)) i już wspinamy się szutrową ścieżką w kierunku Chełmca. poznaję okolicę, choć ciemno. rok wcześniej objechałam podobną trasę na rowerze. spodziewałam się co może mnie czekać, ciekawa tylko byłam jak zareaguje mój organizm, który po raz pierwszy miał zmierzyć się z górską trasą na dystansie maratonu.
zbieg. długi, wróżył conajmniej równie długą wspinaczkę ;) stawka rozciąga się, robi się luźno. biegnę spokojnie, oszczędzając siły. na trasie spotykam miłego pana z nr 23, tempo nam odpowiada, rozmawiamy, wymieniamy się doświadczeniem, tzn on opowiada swoje niesamowite historie startowe, ja słucham z zainteresowaniem. czas szybko płynie, już 25km. Chełmiec zdobyty! "czwarta, czwarta kobieta na trasie"
światełka coraz rzadsze na trasie, niedługo każda z tras pomknie w swoją stronę. biegniemy a ja zastanawiam się, czy podczas pogawędki trasa przypadkiem nie rozdzieliła się, czy dobrze biegnę, czy może już jestem w drodze na Trójgarb zamiast do mety? zaraz, jeszcze bufet na 31km. uspokajam się.

odcinek asfaltowy. ten jeden z nielicznych. wystarczy jednak, by ściegno przy kolanie, zmęczone nierówną, trudną trasą, zabolało...

na ścieżkach wspieram się kijami, nie lubię jednak odgłosu stukających końcówek, niosę je równolegle do drogi. wiem... dociążam w ten sposób to co boli, ale jednocześnie jest szybciej. kije w ręce nie przeszkadzają. pomagają na podbiegach i zbiegach. gdy tylko złapie się technikę. nie pierwszy raz biegam z nimi.

bufet. popijam kandyzowanego ananasa izotonikiem. na każdym innym maratonie, nawet nie zatrzymałabym się ani na chwilę porywając kubek i banana nieznacznie tylko obniżając tempo. tu pozwoliłam sobie na chwilę wytchnienia. zamieniam jeszcze kilka słów z moim towarzyszem i już rozdzielamy się, każdy biegnie w swoją stronę. On kontynuuje bieg na 100km, ja skręcam do mety, bo biegnę "tylko" maraton. powodzenia :)

od tej chwili biegnę zupełnie sama. gdzieś daleko w oddali migoczą światełka, czy to miasto, zawodnicy? trasa wciąż wije się i skręca, trudno jednoznacznie określić odległość, noc nie pomaga, brak punktów odniesienia. nadwyrężone ścięgno ogranicza swobodę ruchów, skracam krok. tak nie boli, ale biegnę przez to sporo wolniej.

delektuję się niezmąconym spokojem. przenika przeze mnie. spoglądam na rozgwieżdżone niebo, księżyc niedawno był w pełni, jeszcze okrągłym obliczem z ciekawością podgląda coraz bardziej strudzonych biegaczy. ile to obiecali? 1500m przewyżenia? to dla maratończyków.

01:59. WITAJ LATO :D

biegnę szutrową drogą. światło czołówki w ciemności łapie trójkątny znak. prosto. ŚCIANA! co ściana? budynek... jak prosto? gdzie mam biec? patrzę... to konik! na pysku ma plamę z daleka w ciemności, gdy wzrok tak łatwo oszukać wydaje się kolejnym drogowskazem ;) wielkie ślepia odprowadzają mnie. hahaha ;) właściwa strzałka każe skręcić w prawo :)

na rogu sędziowie kierują w las. do góry.

to ta ostatnia górka na trasie. z tych większych.

wiem, że jestem blisko, tuż tuż widzę, w dole migoczą światła. biegnę lasem, gdzie teraz? prosto? które prosto? to prosto, to może bardziej w lewo czy bardziej na prawo? przede mną polana, trawa wysoka... środkiem ktoś wykosił spory kawałek. może jednak tym środkowym prosto? a co tam... najlepiej tam gdzie najłatwiej :P
znów las, zmęczenie coraz większe. rozum podpowiada: idź, serce: biegnij. biegnę, cóż... to może za dużo powiedziane ;) truchtam :P rozum mści się podsuwając przed oczy tańczące cienie, niczym duchy. przecież powinnam spać! normalny człowiek o tej porze śpi! a tu dzień długi, wcześnie rozpoczęty, jeszcze do pracy, potem pociągiem na miejsce. potrząsam głową. dwóch sędziów wskazuje mi wąską ścieżkę.

trasa prowadzi wzdłuż skarpy, po lewej Chełmiec, po prawej, w dole gdzieś niedaleko meta. noga zjeżdża mi gdzieś w dziurę w chwili nieuwagi. pies szczeka. w dole migoczą światełka. obok powalone drzewa. ostry skręt w lewo. dalej... o jest! ratusz :) już niedaleko. ufff:) dobiegam do końca ścieżki. urywa się? podnoszę głowę... no mam nadzieję, że nie zgubiłam zjazdu. jest, u góry, po lewej. obracam się, ścieżka znów ostro skręca. o te organizatory ;) myślę sobie uśmiechając się lekko, tu kuszą widokiem ryneczku (najwyżej położonego w Polsce) a tu jeszcze jakaś pętelka... jakieś 4,5h biegu za mną. nieźle będzie.
poznaję okolicę. tu miał miejsce start maratonu rowerowego w zeszłym roku. to jeszcze chwila i zapewne zbieg do mety ostro po brukowanej ulicy. na pewniaka skręcam gdzie wymyśliłam. zaskoczenie. oznaczenia brak.

jak to?
przecież w lewo nie pobiegnę, bo wrócę na trasę! i to na sam jej początek!

zatrzymuję wóz sędziowski. którędy do mety? tam niżej... chłopaki podpowiedzą. a jednak....

wskazują kierunek na wąską leśną ścieżkę. a co to za skrót? za chwilę znajduję się na skarpie, noga osuwa mi się w dziurze, jakby znajomej... pies szczeka... ten sam pies, te same powalone drzewa, ta sama samotna, zmęczona sosna na tle rozjaśnionego blaskiem księżyca i gwiazd nieba... wyć mi się chce bo znów zaliczam ten sam ostry skręt w lewo, tym razem nie biegiem, idę, dokładnie szperam we wszelkich przesiekach, przerzedzeniach, w poszukiwaniu znaku... znów rynek. byłam już tu, teraz krążę wokół jak samolot nad lotniskiem bez pozwolenia na lądowanie.

nie... ale do góry już nie pobiegnę. coś tam jest nie tak. zjazd musi być gdzieś tu, tam gdzie najlepiej widać rynek i metę... zatrzymuję się i myślę, szukam cytrynowej nadziei. już gotowa jestem pobiec po prostu na azymut, byle tylko nie wracać jeszcze raz w to samo miejsce... Iza!...tu!... na dół!...

odwracam się za głosem Marka, który dostrzegł mnie z dołu. teraz dopiero zauważyłam ścieżkę ukrytą tuż za murkiem, słupek i na nim wymalowaną jaskrawą strzałkę... straciłam 25min.

kuleję w dół, gdyby nie ból w kolanie, pobiegłabym szybko, mocno, gniew mnie wypełnia, gdzieś muszę pozbyć się tej energii. Marek mówi, że będę 6. eh... trzeba przełknąć tę pigułę.

rano, w miejscu, gdzie niewłaściwie skręciłam, była już taśma.

odkuć się za rok :P albo przynajmniej nie zapętlić ;)

bo taki bieg przygoda, którą tygryski lubią najbardziej :) a z całą pewnością z impetem wbił się w samą czołówkę ulubionych imprez :)


Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora







 Ostatnio zalogowani
uro69
11:41
Pawel63
11:39
Henryk W.
11:34
Borowion
11:24
Leno
11:19
Tadek 56
11:06
Admin
10:44
jarek1209
10:43
roan70
10:28
Tatanka Yotanka
09:07
platat
08:18
BonifacyPsikuta
03:00
marwil
03:00
maratonczyk
01:28
Piotr100
01:05
yaros
00:24
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |