2008-03-27
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Hardcore (czytano: 120 razy)

Okoliczności przyrody przeszły wczoraj wieczorem same siebie. Kto by pomyślał, że właśnie kończy się marzec.
Umówiłem się z and na wieczorne szturmowanie Góry. Spotkaliśmy się o 20.00 przy knajpie na Czorsztyńskiej, a zaczęliśmy od przygotowania na żwirowej pętelce. Szara jak zwykle biegła luzem, tarzając się w niezbyt jeszcze grubym sniegu. Po 3 okrążeniach po żwirku ze śniegiem, w czasie których opad śniegu i wiatr się nasilał, wbiegliśmy na szczyt Góry Moczydłowskiej. A tam już zadymka była niezła, wiało, śnieżyło, Arktyka. A Szara zachwycona. Niespeszeni biegamy pomiędzy szczytem a knajpą, wbiegając i zbiegając na przemian. Pod nogami coraz grubsza warstwa białego puchu. Ale z zachodu tak sypie ostro śniegiem, że zbiegając czujemy na twarzach wręcz ostry, fizyczny ból. Wąsy miałem jak Mikołaj, grube i białe, jak się dowiedziałem od and. Ale ślisko nie było na trawie góry, już bardziej na betonie koło knajpy. Zrobiliśmy w sumie około 15 podbiegów i zbiegów w różnych wariantach, na wprost i półksiężycem. Dołączył się też jeszcze jeden biegacz. Pod koniec całkiem się uspokoiło, wiatr ustał, przestało sypać. Krajobraz bajkowy, śnieżny wieczór, Gwiazdka a nie Wielkanoc. Karyliony w kościele św. Józefa, pięknie oświetlonym, wygrywają melodię. Na górę, mimo że była 21.00, ściągają rodziny z dziećmi i psami, by cieszyć się śniegiem. Biegają jak my, rzucają śnieżkami, jeżdżą na sankach. Kończymy podbiegi, rozciągamy się przy knajpie, żegnam się z Anią, która zaraz wsiądzie do auta i wróci do siebie. Biegnę z Szarą tradycyjną trasą do domu, z przystankiem na kilka ćwiczeń przy siłowni w Parku Szymańskiego. Tam przykleił się do Szarej kundel, towarzyszący parze młodych ludzi. Psy ścigały się chwilę wokół siłowni. Jak ruszyliśmy z Szarą w stronę domu, to kundel wcale nie słuchał się właścicieli, tylko gnał za Szarą, przecinając z nami dwie ruchliwe ulice. Udało się go pozbyć dopiero zamykając drzwi od klatki schodowej. Mam nadzieję, że właściciele go znaleźli.
Ja przebiegłem około 15 km w czasie 1:52 (z postojami i ćwiczeniami). Deniwelacji było co najmniej 400 m.
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |