2008-03-14
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Codziennie trochę wysiłku (czytano: 89 razy)

Środa. Sporo roweru po mieście. Do roboty, z roboty do sklepu muzycznego na Nowym Świecie po sopranowy flet prosty dla Szymka do szkoły, ze sklepu do Baryłki na Mariensztat na spotkanie byłych pracowników mojej byłej pracy, z Baryłki na Jelonki po dzieciaki do babci. Od babci jechała już na rowerze Zosia prowadzona przeze mnie do domu na Wolę. W sumie ze 30 km.
Czwartek. Znowu biegałem po Górze: 6 pętli żwirowych i 6 dużych podbiegów, na Górze wiało jak diabli. Potem zapiąłem Szarą w uprząż i pobiegłem Górczewską na Jelonki po PIT-y brata i po schabowe kości dla Szarej. Na koniec z Jelonek biegiem ulicą Olbrachta do domu na Wolę. W sumie czas 1:55, dystans ok. 17 km, deniwelacja ok. 270 m. Do tego roweru ze 12 km, do pracy i z pracy.
Piątek. Tym razem dzień całkiem bez roweru, rzadkość. Wieczorem Góra. 4 pętle żwirówką, 16 dużych podbiegów, do tego trochę kręcenia na koniec wśród moczydłowskich jeziorek. Dystans ok. 19 km, czas łączny 2:09, deniwelacja ok. 550 m. Spotkałem na żwirowej pętli biegacza, który robił wieloskoki na stoku. Kojarzył mnie dzięki biegajznami.pl, pytał o możliwość dołączenia do autokaru do Dębna. No trzeba czekać, odparłem, B&B ma transport zorganizować. Jak nie, to zostają samochody.
Jutro mogę pobiegać tylko wcześnie rano. Jak za bardzo nie będzie lało, to wyciągnę Szarą na forty. Bo przed południem ruszam do Zalesia po potomstwo mojej siostry. Siostra właśnie się rozmnożyła po raz piąty w św. Zofii na Żelaznej. Ale trzeba się zająć pozostałą czwórką dzieci do jej powrotu ze szpitala. Więc przywiozę towarzystwo...
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |