2008-03-01
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Pogodowy hardcore (czytano: 84 razy)

Dziś pogoda krzyżuje plany treningowe. Lało od rana, w południe jakby trochę przestało. Biegać, nie biegać... Biegać! W końcu jest możliwość pobiegania za dnia.
Jak ruszyliśmy to ledwo siąpiło. Tym razem zasuwamy przez Lasek na Kole do fortów. Błocko i od czasu do czasu mocniej pada. Mam w planach tylko dwie pętle wokół fosy fortów, bez podbiegów, żeby nie ślizgać się w błocie. Ale zauważyłem po drugiej pętli w centrum fortów coś, dzięki czemu trochę zmodyfikowałem plany.
Na centralnym bunkrze fortów, chyba najwyższym, bo kilkunastometrowej wysokości, na stromym ziemnym stoku zobaczyłem osobliwe schody. W ziemię solidnie były wkopane stopnie z podkładów kolejowych. Każdy następny schodek był ze 30-50 cm wyżej niż poprzedni. Uzyskano więc nachylenie na oko z 50-60 stopni. To właśnie jest namiastka Rzeźnika! Ze trzy razy wspiąłem się po tych schodach, Szara szalała luzem obok. Zbiegałem ze szczytu bunkra po znanej już trawersowej ścieżce, ale dziś tarasował ją wiatrołom i trzeba było go nie bez trudności pokonywać. Inny zbieg był dużo bardziej stromy, po schodach zbiegłem raz, ale to było w tych warunkach igranie z losem. Jeden poślizg w błocie i kontuzja albo coś gorszego gotowa. Wracamy. Szarej nie chce się ciągnąć, jak zawsze w drodze powrotnej.
W Lasku na Kole zauważam, że stoi wielka tablica ścieżki Nike, jakoś wcześniej jej nie zauważyłem. Biegniemy już czym prędzej do domu, bo wiatr coraz silniejszy, a deszcz też się nasila. Wali poziomo, prosto w oczy, ledwo można oczy otwierać. Szarej się to podoba, im bardziej wieje, tym lepiej ciągnie. Zasuwamy na południe obok Prymasa Tysiąclecia, ciało przypomina żagiel, posuwanie się do przodu wymaga dwa razy tyle energii co zwykle, wszystko przemoczone. Dobrze, że wziąłem dziś NB, te co kaleczyły mi achillesy, bo nie chciałem przed jutrzejszą Wiązowną przemoczyć asicsów. Drzewa gną się jak trawa, upiornie świszcze wicher wśród niewykończonych pięter budowy niedaleko siłowni, po drugiej stronie Elekcyjnej. Umordowani docieramy do domu. Szara ocieka, wycieram ją.
Bilans: czas ok. 1:50, dystans ok. 15 km, deniwelacje mniej niż 100 m. A jutro biegnę z Grześkiem Wiązowną.
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |