2008-03-01
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Kolejny wieczór z Górą (czytano: 95 razy)

Już powoli robi się rutyna z Górą Moczydłowską. Właściwie nie ma dla mnie poza nią alternatywy, jeśli chce się biegać bez czołówki po zmroku po miękkiej nawierzchni, a do tego robić podbiegi. Bo główny stok Góry, kiedyś narciarski, ma świetne oświetlenie. Bardzo fajna jest też żwirowa alejka po przeciwnej stronie, co prawda zakrzaczona i nieoświetlona, ale równiutka, bez dziur i jasno świecąca prawie białym żwirkiem. No i już znana jak własna kieszeń. Góra ma jeszcze tę zaletę, że psa można na niej luzem puścić. Policjanci tam się nie kręcą, a potrafią się tego czepić. Gdzie indziej, np. w Lasku na Kole albo na fortach to są regularnie, zwykle konno, co jeszcze bardziej sprawę z psem komplikuje. Zresztą w ogóle mało kto tam się na Górze wieczorem kręci, zwłaszcza od strony żwirówki, stosunkowo najwięcej szukających osamotnienia ( ;-) ) par. Na stoku narciarskim to i owszem, od czasu do czasu ktoś z psem się trafi, ale bez awantur.
No i wczoraj też zrobiwszy dzieciarni obiad i niestety sam naładowawszy kałdun, po półgodzinnej odsapce ruszyłem o 19.50 na Górę. Sucho było, rzeźko, dość dobre warunki. Oczywiście w drodze w obie strony był jak zwykle przystanek na 5 minut ćwiczeń przy siłowni w Parku Szymańskiego. Żołądek dawał znać o sobie, zwłaszcza na początku. Było w sumie 6 żwirowych kółek i 5 szybkich podbiegów po największej stromiźnie od knajpy do szczytu po linii prostej, czyli pod latarniami. Jeziorka tym razem odpuściłem. Czas 1:26, dystans około 12 km, deniwelacja 200-250 m.
A dziś też miałem w planach trening z psem za dnia, a tu leje jak z cebra. Niż, ledwo się zeskrobałem, dzieciaki jeszcze śpią, Anka pojechała do roboty. Zajrzałem do prognozy ICM, a tu lać ma cały dzień, od popołudnia trochę słabiej (może wtedy trening?), w nocy z soboty na niedzielę też. Teraz ciśnienie idzie w dół, za kilka godzin ma zacząć ostro iść do góry. Czyli szykuje się jeszcze ból głowy. I w nocy ma nieźle wiać, do 60 km/h. No to lekka wichura będzie, nie parkować pod drzewami aut.
Jutro biegnę z Grześkiem półmaraton w Wiązownie. Jutro na szczęście ma być sucho i tylko kilka stopni powyżej zera. Najgorszy byłby wiatr, słynny wiązowski wmordewind, ale w niedzielę w południe ma się już uspokoić. Zobaczymy...
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |