2014-03-22
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Czerwona latarnia (czytano: 480 razy)

Ścigałem się na podbiegach, wydawało mi się jednak, że nie lecę wcale szybko. 1:50 wydawało się w zasięgu, bo przecież druga część trasy w Sobótce jest łatwiejsza.
Na zbiegach faktycznie było szybciej, ale potem, na płaskim, już nie na tyle szybciej, by mieć szansę na ukończenie w zakładanym czasie. Próbowałem walczyć, ale krótkie były to zrywy. Nawet widok pięknych pań, które mnie wyprzedzały, nie działał wystarczająco mobilizująco. No, może z jednym wyjątkiem. Piękna Ruda w Niebieskim tylko chwilę była przede mną. Potem już jej nie widziałem. Może to nie był też jej dzień.
Końcówka była katastrofalna. Ostatnie kilometry trasy, pomimo paru podbiegów, są przecież dość szybkie. A ja się wlokłem... Leszek D. mnie wyprzedził, jest starszy ode mnie o 30 lat! Widziałem, jak mnie łyka. Nic nie mogłem zrobić.
Tylko Rafałowi się nie dałem na ostatnim kilometrze. - To przecież kolarz – pomyślałem. I zerwałem się do ostatniej szarży. Pewnie dzięki temu zrobiłem 1:57, a nie jeszcze więcej.
Z mojego najbliższego towarzystwa biegowego stałem się najsłabszy. W poprzednich sezonach byłem znacznie wyżej w hierarchii. Koledzy porobili imponujące życiówki, inni trochę się pogorszyli, ale nie aż tak, jak ja. Na połówkach zawsze miałem czasy z jedynką i czwórką z przodu.
No ale jak się mało biega... Nie ma wytłumaczenia. To tylko słaby charakter. Jeśli chce się startować, trzeba trenować. Inaczej lepiej dać sobie spokój i wrócić do podwórkowych wyścigów dookoła trzepaka. W ostatnich kilku tygodniach wprawdzie wziąłem się za siebie, ale to za krótki czas, by złapać formę.
Teraz do Paryża na maraton. Strach się bać... Łamanie czterech z połówki w 1:57 wydaje się nadzwyczaj ambitnym celem, nawet dość ryzykownym, ale spróbuję.
Poza tym było świetnie. Półmaraton Ślężański w Sobótce to zawody z najwyższej półki. Organizacja prawie perfekcyjna. Wody i ludzi do jej nalewania powinno być więcej na punktach. Jeśli ktoś z organizatorów to czyta, niech przyjmie ode mnie gratulacje i podziękowania.
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu Mahor (2014-03-22,21:47): Z tego co wiem Paryż jest szybki.Będzie dobrze! jak mawia mój kolega(co zawsze mnie wkurza)Mam nadzieję że Ciebie nie. John508 (2014-03-22,22:44): W ubiegłym roku też miałem dużą przyjemność biec przez długi odcinek za rudą ślicznotką w niebieskim. Być może to ta sama? kokrobite (2014-03-23,10:51): Mahorze - mnie nie wkurza. Grunt, to dobiec. I już wtedy będzie dobrze. kokrobite (2014-03-23,10:52): Johnie - na pewno ta sama, skoro zrobiła na Tobie takie wrażenie, że po roku ją pamiętasz ;-) andbo (2014-03-23,12:28): Ruda w niebieskim? Muszę pilniej się rozglądać. Ech... Paryż, złap ślimaka za ucho! aspirka (2014-03-23,17:34): Forma wcale tak szybko nie ucieka, a szczególnie u tak doświadczonego biegacza jak Ty. Ja dziś na Marzannie 2:08:-)i też po przerwie. kokrobite (2014-03-23,19:51): Do andbo - mam nadzieję być szybszy od ślimaka ;-) kokrobite (2014-03-23,19:52): aspirko - gratuluję! Jeszcze chwila i mnie łykasz! Tr (2014-03-24,14:37): A ja Ci bardzo gratuluję. Z tego co piszesz masz naprawdę niewiele czasu na bieganie a jednak jakoś dajesz radę. I dlatego za każde zwody należy się panu koledze szacunek. Jak dla mnie sper Leszku. :) kokrobite (2014-03-24,19:44): Dzięki Iza. Trafiasz w punkt. Tyram ostro w moich kilku pracach. No ale kto ma trafiać, jak nie Ty, urodzona tego samego dnia (choć parę lat później) :-) slahor63 (2014-04-11,16:12): Z tą rudą ścigałem się w końcówce Ślężańskiego w 2010 lub w 2011 roku. kokrobite (2014-04-14,08:48): Teraz już by Cię nie dogoniła.
|