2014-02-25
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Nocny Uphill (czytano: 511 razy)

A jednak zima trzyma. W Jakuszycach. Gdy dotarłem tam wczoraj przed 17, by odebrać numer startowy na Nocny Uphill, słońce jeszcze dawało nieco ciepła. Tuż przed startem, zaplanowanym na godz. 18, było już mroźno. Musiałem się mocno rozgrzewać, by nie odczuwać zimna.
Na Polanie Jakuszyckiej śnieg pozostał tylko na stadionie i trasie Pucharu Świata. Poza nią nie jest lepiej. Ale wystarczy, by rozegrać w symbolicznej formie Bieg Piastów – jeśli nie spadnie deszcz, da się wytyczyć 12 km. W tej sytuacji to i tak sukces. Sorry, taką mamy zimę.
Zresztą ten Nocny Uphill to też Bieg Piastów – jeden z jego prologów, w ramach Festiwalu Narciarstwa Biegowego.
W niespełna trzydziestu na starcie Nocnego Uphillu, z czołówkami na głowach, wyglądaliśmy jak górnicy przed nocną szychtą. Zwłaszcza w ciemnym lesie, przez który wiodła trasa. Śniegu tam było co niemiara; ta trasa jest trzymana przez organizatorów, więc dosypują tam co nieco, ale regularnie.
Stawka szybko się rozciągnęła. Na dwukilometrowym podbiegu każdy szybko zajął miejsce właściwe dla siebie. Mariusz, który startował nawet w Pucharze Świata w tym sezonie, szybko pomknął przed wszystkimi.
Gdy docierałem na metę na Samolocie (120 m wyżej niż start), myślałem, że już karty rozdane, gdy nagle w pięknym stylu wyskoczyła do przodu zgrabna w czerwonym. Próbowałem gonić, ale byłem bez szans. Dopiero za metą okazało się, że to Dorota – mama Mariusza, jeszcze kilka lat temu czołowa polska biegaczka na nartach. Ponieważ znamy się od dawna, uśmialiśmy się, żeśmy się w tych ciemnościach nie rozpoznali i taką walkę na finiszu stoczyli.
Potem był szalony zjazd na dół i biesiada z medalami i statuetkami dla wszystkich. Było tak fajnie, że... Do Jeleniej Góry wróciłem nazajutrz. Nie prowadzę po alkoholu.
Dzięki temu wtorek rozpocząłem od biegania w okolicach Kamieńczyka.
Na zdjęciu Darek Serafin (komandor Biegu Piastów) wręcza mi statuetkę. W tle wicekomandor Kinga Jaworek.
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu |