Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [4]  PRZYJAC. [41]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
Namorek
Pamiętnik internetowy
Runner"s Diary

Roman Bernad
Urodzony: 1964-11-15
Miejsce zamieszkania: Poznań
178 / 252


2013-09-30

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Czerwona lampka (czytano: 451 razy)



XXXV Maraton Warszawski już za mną .
Byłem , przebiegłem i przeżyłem – to najważniejsze . Wynik – cóż żadna rewelacja .
Całkowity chaos przygotowawczy czyli zupełny brak przygotowania z mojej strony .
Oraz ostatni intensywny tydzień w pracy do późnych godzin nocnych dały w efekcie to czego można było się spodziewać .
Oczywiście na linii startu w towarzystwie dwóch innych Runnersów nastawienie bojowe .
Ruszamy , pierwsze kilometry mijają bardzo szybko .
Tempo w normie . Leciutki zapasik . Lecz nogi nie do końca lekkie .
I tutaj powinna się zapalić pierwsza czerwona lampka .
Lecz ignoruję ostrzeżenie i walczę dalej . Pogoda wyśmienita , trasa łatwa - nic tylko bić życiówkę .
W okolicach 18-tego kilometra pierwszy kryzys , niezbyt silny lecz zaczyna brakować mocy .
I wówczas powinna załączyć się druga czerwona lampka .
Lecz po około dwóch kilometrach powoli wracam do formy .
Wracam również myślami do maratonu sprzed roku , również w Warszawie .
Wówczas w połowie dystansu czułem się o wiele lepiej , w pełni sił bez jakiegokolwiek kryzysu .
I tutaj kolejne ostrzeżenie – coś nie jest w porządku .
Organizm zawczasu informuje nas , że stać go na tyle i nie na więcej .
W połowie biegu nieduży zapasik . W granicach jednej minuty .
Niestety podczas dalszych kilometrów powoli tracę zapas czasu i wchodzę w strefę straty do zaplanowanego celu .
Na 37 kilometrze zamiast planowanego czasu 3 godziny i 5 minut – jest o 4 minuty gorzej .
Lecz nawet tempo na poziomie 6 minut na kilometr pozwoli na przekroczenie linii mety poniżej 3 godzin i 40 minut . Zapominam oczywiście o celu bardzo nieśmiałym czyli 3 godziny i 30 minut .
I tutaj dopiero na 38 kilometrze spotykam ją – tak zwaną ścianę .
Pierwszy raz , przebiegłem kilkanaście maratonów i nigdy dotychczas tego nie doświadczyłem .
Z sekundy na sekundę tracę siły .
Zaczynam biec lekkim zygzakiem .
Robi mi się słabo .
Tracę ochotę do biegu .
Myślę o zejściu z trasy – lecz i tak muszę jakoś dotrzeć do mety .
Jedynie ta myśl trzyma mnie na trasie .
Idę , biegnę , idę … . Nie mam pewności czy dam radę .
Dopiero przy oznaczeniu trasy 41 kilometrów mobilizuję się do biegu .
I tak już do końca walcząc z całym sobą , z całą swoją słabością wbiegam na płytę Narodowego Stadionu .
Jedyna myśl która mi towarzyszy w momencie przekraczania linii mety to :
„Nareszcie koniec tej męczarni” . Mam dosyć wszystkiego .
Czas 3 godziny 46 minut 17 sekund .
Powoli wyciągam wnioski .
Brak długich wybiegań . Brak planowych treningów . Zmniejszony kilometraż w porównaniu z innymi latami . Wszystko to dało efekty .
Mimo tego że był to mój najtrudniejszy maraton (nawet gorszy pod względem samopoczucia od Karkonoskiego 2012) to nie czuję dużego zawodu .
Nie można pobiec na skróty w biegach długodystansowych . Należy swoje wybiegać .
Za dwa tygodnie maraton poznański i powoli budzi się we mnie chęć do biegania chociaż jeszcze wczoraj miałem tego dosyć – uzależnienie , głupota , miłość .. ?



Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicy

Dodaj komentarz do wpisu


andbo (2013-10-01,09:16): wszystko razem - jakże piękny obłęd! gratulacje dałeś radę, pokonałeś sam siebie!
jacdzi (2013-10-01,09:49): Gratuluje walki do konca ! Mysle ze brak dlugich wybiegan jest przyczyna problemow maratonskich, przynajmniej u mnie. Czy mozesz mi zdradzic, jakie i w ktorych tygodniach robisz dlugie wybiegania
Marysieńka (2013-10-01,12:16): Maraton...jak żaden inny dystans wytknie wszystkie braki treningowe.....gratuluję... :)
bartus75 (2013-10-01,12:41): Gratulacje, chyba o to chodzi w maratonie by walczyć to nie jest dystans dla mięczaków :)
Kaja1210 (2013-10-01,12:46): Gratuluję przede wszystkim wygrania z własnymi słabościami. Mi też nie było lekko, ale to skutek infekcji. Jedno jednak zostanie mi w pamięci na zawsze - najpiękniejszy jak dotychczas finisz :) faktycznie czułam się wyjątkowo w tym krzyczącym tłumie.
Namorek (2013-10-01,16:44): Kochani dziękuję .







 Ostatnio zalogowani
kornik
20:00
zorza
19:51
wypar@interia.pl
19:45
rezerwa
19:41
Taśmol
19:30
suloco
19:30
Mikesz
19:18
nairam
19:14
kasar
19:13
seba1
18:59
szmaj
18:58
kolotoc8
18:50
marekch11
18:49
darfik
18:45
szopinho
18:44
zetus
18:22
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |