2013-06-18
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Krucjata rowerowa (czytano: 148 razy)

Coś mnie wczoraj podkusiło żeby pojechać przez rezerwat, szlakiem nadwarciańskim. Trochę się obawiałam, że gdzieniegdzie może być błoto po ostatnich ulewach, ale tego, co zobaczyłam się nie spodziewałam w najśmielszych wyobrażeniach ! Szlak porosła gęsta roślinność. Nic dziwnego! Ulewne deszcze zrobiły swoje. Jest tam teraz cudnie malowniczo a zarazem upojnie dziko. Roślinność dosłownie wylewa się na ścieżkę zagradzając ją czasami, przez co czyni ją trudną do przejechania. Jako że szlak wiedzie wzdłuż rozlewiska, niejednokrotnie poniżej jego poziomu, woda zalała fragmenty ścieżek. Przeprowadziłam rower bokiem omijając błota. Powinien mnie zaniepokoić fakt, że mostek prowadzący do rezerwatu - swoista brama do raju - był niebezpiecznie blisko lustra wody. Zaledwie 5cm, podczas gdy normalnie woda była 50-70 cm poniżej. Oczywiście pojechałam dalej i wkrótce napotkałam pierwsze schody. Kilka metrów błota. Przeprowadziłam rower bokiem, co nie było łatwe, bo krzaki i chaszcze sięgały pasa a pokrzywy jeszcze wyżej! Potem było już tylko coraz gorzej ! Już nie kilka metrów ścieżki tylko większe jej fragmenty były zalane by na końcu trafić na tak duże rozlewisko, że po prostu musiałam się poddać. To już nie sama ścieżka była pod 20 – 30 cm wodą! To cały obszar! Próbowałam się przedrzeć przez las. Skończyło się na zadrapaniach przez gałęzie i ostre krzewy, poparzeniach przez pokrzywy, pogryzieniach przez chmary komarów, których pełno jest koło takich stojących zbiorników wodnych ( no i trafił się człowiek, więc wreszcie można się najeść ), siniakach, gdy walczyłam z utrzymaniem roweru na nieznanym mi terenie pełnym niespodzianek w postaci nagłych dziur. Za nic nie chciałam dać za wygraną ( jestem uparta ) i wracać do punktu wyjścia, więc postanowiłam znaleźć jakąś drogę w lesie. Znalazłam – przeciwpożarową na szerokość samochodu strażackiego, ponoć monitorowaną. Bezskutecznie szukałam kamer ukrytych w drzewach. Albo jestem ślepa albo miały kształt budek dla ptaków lub liści na drzewach. Do teraz nie wiem, na czym polega ten monitoring leśny! Po paru km wróciłam metodą prób i błędów na szlak ! Niestety na sam jego koniec. Ominęło mnie wiele malowniczych fragmentów, ale nadrobię to innym razem, po fali upałów, która mam nadzieję osuszy szlak ! Po 6 godzinach i 84 km zakończyłam swoją trasę nad jeziorem Maltańskim dużą porcją lodów. Mniam ! Zawsze tak robię – to nagroda za trud, chociaż wcale nie było tak ciężko ! NIC sobie nie obtarłam, mogłabym jeszcze jechać drugie tyle a przynajmniej tak mi się zdaje. Wiem, że kiedyś to zrobię !
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora jacdzi (2013-06-19,11:45): 6godzin na rowerze! 84km!
Ja wczoraj tez pojezdzilem, 2,5 godziny, 35km :-(
|