2007-10-23
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| odlot...ale dokąd (czytano: 209 razy)

Wczoraj późnym popołudniem założyłam dres, ubrałam buty biegowe i ruszyłam w teren...wiadomo nie po to, żeby straszyć ludzi w ciemnych uliczkach jako dresiara...już od pierwszych metrów poczułam jakbym, nie biegła, ale się unosiła ...totalny odlot...na marginesie - nie biorę żadnego wspomagania, żeby nie było ;P Jakby miała na sobie buty takie jak miał jeden ziomal z greckiej mitologii, Hermes, wiadomo o kogo biega, a jeśli nie wiadomo, to odsyłam do literatury podstawowej, mitologii ;) Tak świetnie się biegło, że chyba się trochę zagalopowałam z ilością pokonanych kilometrów, ale tylko trochę:) Myślę, że to normalne uczucie po długiej przerwie od biegowych treningów. Tego mi właśnie było potrzeba:) To się chyba nazywa zaspokojenie głodu biegowego, a przez ten tydzień naprawdę zdążyłam porządnie zgłodnieć ;) Teraz na celowniku Korfantów dziewiątego listopada, taki milusi, czterokilometrowy crossik, ciekawe tylko czy znajdzie się wielu chętnych - start ma być o 12:00 w piątek, chyba tylko studenci znajdą czas;)
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu |