2011-12-20
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Strzelce Opolskie (czytano: 221 razy)

Rok temu pojechałem na swój pierwszy "wyjazdowy" bieg do Strzelec Opolskich. Byłem pod wielkim wrażeniem atmosfery i sprawnej organizacji. Zanotowałem w pamięci "Strzelce 2011-jechać". Tak się złożyło, że w tym roku ta impreza kończyła mój sezon startowy.
Pogoda świetna, parę stopni, czarny asfalt. Jakże inaczej niż rok wcześniej:). Zastanawiałem się czy nie pobiec na krótko... Tym razem odpuściłem, w sumie na życiówce mi nie zależało (zwłaszcza że miałem świadomość, że to 15km może być mocno umowne:)). W dodatku w paru moich ostatnich startach strasznie się męczyłem, dlatego też postanowiłem biec w tempie szybszego treningu. Spikerka przedstartowa świetna, pierwszy raz słyszałem, żeby ktoś tłumaczył biegaczom: szybcy z przodu, średni w środku, wolni na końcu. Przecież to takie oczywiste...:):)
Start! Zaczynam spokojnie. Bez nerwowego wyprzedzania - pełen luz. W pewnym momencie strumienie biegaczy się przecinały! Ktoś chyba źle poprowadził... Na drugim kółku było już okej, jak dla mnie to akurat dodatkowa atrakcja, zawsze się coś działo:)). Całe pierwsze kółko przegadałem. Drugie również spokojnie, pod koniec zdjąłem słuchawki, żeby słyszeć ewentualne "LEWA/PRAWA WOLNA!". Okrzyku nie słyszałem, aczkolwiek dwie osoby mnie zdublowały. Na trzecim przyśpieszyłem, wyprzedziłem na ostatniej pętli czterdzieści dwie osoby (lubię wyniki z podanymi miejscami na międzyczasach), na finiszu mam kupę sił na sprint. Medal, pełna radość, zmęczenie niewielkie (zawsze po dychach ładne parę minut dochodzę do siebie;)). Zająłem nawet całkiem przyzwoite miejsce 220 w stawce 664 biegaczy i biegaczek. Pakiet pometowy (tym razem bez kubka, w dodatku bez rozsądnego napoju był tylko biedronkowy redfuj, butelka wody w torbie to jednak obowiązkowy obowiązek) Prysznic. Grochówka (pyszna!). Zakończenie. Wszystko zorganizowane naprawdę świetnie. A najważniejsze, że za całkowitą darmochę:).
Na forum wywiązała się ciekawa dyskusja na temat ścinania zakrętów, na trasie w Strzelcach naprawdę jest co ścinać... Biegłem treningowo, to nie ścinałem. Spowodowało to jedną walkę na łokcie, gość chciał skręcać w chodnik (ja biegłem pomiędzy), a ja chciałem jeszcze dobiec do zakrętu. na szczęście łokcie wciąż mam twarde:):):). Nie będę hipokrytą i przyznam się, że na bardzo wielu biegach ścinałem tak jak większość... Chyba pora z tym skończyć! Na szczęście wszystkie dotychczasowe życiówki mam "uczciwe":):)
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |