2010-10-12
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Maraton, maraton i po... maratonie (czytano: 289 razy)
PATRZ TAKŻE LINK: www.tduszynski.eu.interia.pl

Maraton, maraton i po... maratonie
Ach, ten Poznań. Bieg będę wspominać bardzo miło, chociażby ze względu na pogodę, atmosferę i swój wynik, który byłby jeszcze lepszy, gdyby nie ... no właśnie mój błąd, a właściwie WIELBŁĄD! Ale o tym za chwilę.
Przyjechałem do Poznania już w sobotę, wieczór wykorzystałem na spacer po Rynku i nocne rozmowy o bieganiu ze znajomymi ;) Spanie na Chwiałkowskiego w sali też miało swój niezapomniany klimat. Setki oczu wystające ze śpiworów, karmiata przy karimacie, chrapanie przypominające pomruki nadciągającej burzy...
Potem start i tysiące głów rozlewających się wzdłuż ulicy w stronę centrum. Zespoły grające na przystankach i wielu kibiców.
Sam bieg jak wyglądał?
Pamiętacie jak pisałem o kalkulatorach biegowych? Takowa jedna bestialska maszyna wyliczyła mi czas na 3:37. Oczywiście musiałbym upaść na głowę, by zawierzyć swoim siłom i spróbować osiągnąć taki wynik.
Spokojnie liczyłem na 4:30... dobrze by było, tak sobie myślałem, zrobić 4:15. No, szczyt marzeń 4:00. Każdy z tych wyników byłby lepszy od mojego ubiegłorocznego, zresztą pierwszego maratonu.
Początek poszedł zgodnie z planem, ba nawet wyprzedziłem przed 20 kilometrem baloniki z napisem... 4:00!
Gdzie jednak popełniłem błąd? Już w przygotowaniach do startu. Kupiłem 2 odżywki w płynie... zawierały między innymi kofeinę... Może to kogoś zdziwi, ale ja nigdy nie brałem takich odżywek i nigdy... nie piłem kawy!
Gdybym był mądry, kilka dni przed biegiem na treningu spróbowałbym tego specyfiku... ale nie. Eksperyment miał się udać podczas biegu.
I tak się złożyło, że postanowiłem jedną odżywkę wziąć na 20 km, a drugą na 30 km. Rzeczywiście, czułem się świetnie, zbliżał się 20 kilometr... Wziąłem pierwszą odżywkę – po kilku minutach zemdliło mnie tak, że zapomniałem, po co biegnę ;) Po kilku kilometrach natomiast moje serce zaczęło tak walić, jakbym miał wyzionąć ducha... Biegłem dalej, nie myśląc o zatrzymywaniu się. Po 30 km dolegliwości przeszły na szczęście. Drugą odżywkę wyrzuciłem... Kolana zaczęły odmawiać mi posłuszeństwa na 36 kilometrze... Biegłem jednak dalej. Wpadłem na metę z czasem netto 4:04:05... Nie dałem rady zejść poniżej 4 godzin. Nie czuję jednak niedosytu. Założyłem sobie 1 maraton na rok, więc mam cel na następny raz ;)
Medal bardzo ładny ;) A ja cieszę się, że zdecydowałem się w tym roku na Poznań.
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu trex (2010-10-13,20:26): GRATULACJE
|